Byłyśmy z Edytą u Kasi w szpitalu. Leży i pachnie. I tak cały dzień, bo przeszły jej skurcze już po pierwszej kroplówce. Uff…
Leży na drugim piętrze trzypiętrowego budynku. Wezwałyśmy windę, żeby zjechać. Wsiadamy.
Ja: O, do góry jedzie.
Edyta: A co, ma jechać w bok?
Nie mam pojęcia czemu ci ludzie w windzie śmiać się zaczęli…
A jutro do Lwowa. Wszystko wskazuje na to, że tylko z Kubą. Plan mamy niezły… Chyba by mnie z domu nie wypuścili, jakbym wspomniała, gdzie zamierzamy pojechać (Edyta, nie blednij bez potrzeby!
). Mam pozytywne odczucia
Fakt, w pewien sposób uciekam tym wyjazdem. Ale co tam, naładuję się i będę mogła wrócić z podniesioną głową. Przynajmniej taki jest plan…
Kategorie: Ukraina

