Ponoć karnawał mamy… Ale jakoś w ogóle go nie odczuwam. Nie ma jakoś chęci, tej pasji, euforii, które topiłyby największe lody zimy swoim gorącem (inna sprawa, że nie ma też tych lodów, więc i nie ma co topić…). Nie odczuwam karnawału. Za to często zastanawiam się co też może się teraz dziać u moich znajomych z Hiszpanii. Skoro w adwencie chodzili regularnie dwa razy w tygodniu na dyskoteki, to teraz pewnie bawią się jeszcze lepiej.
Oj tak, można się było tak wytańczyć… Choć nie, można by było, gdyby puszczali na owych dyskotekach jakąś “skoczniejszą” muzykę. Taką, żeby popogować się dało, a nie pląsy same i podrygi w rytmie salsy. Chociaż i ona ma swój urok
Kategorie: Hiszpania


