Mam takie swoje ulubione forum Lublina. I nie chodzi tylko o to, że w ramach Magicznego z nimi współpracuję i na linki się wymieniam. Chodzi głównie o atmosferę i rzeczowość wypowiedzi tam. Atmosferę, którą w ostatnim czasie odrobinę wzburzyły dwa nieprzyjemne epizody (a jeden z nich próbuję ją wciąż burzyć). Zaczęłam się zastanawiać nad szeroko pojętą etyką w internecie. Nad tym na ile odpowiadamy za treści pozostawione w sieci, na ile możemy w nie potem ingerować, modyfikować, a na ile i w jaki sposób wolna nam “podbierać” użytkowników innych podobnych do naszego portali.
Kto wie o co chodzi na pewno już się domyśla o czym dalej będzie Po pierwsze o rzekomej konkurencji LubForum.pl, a po drugie o jednym z użytkowników, którego nazwiska (a zarazem nicku) celowo nie wspomnę, a do którego jeszcze niedawno żywiłam szacunek i pewien rodzaj podziwu nawet, a który te odczucia w dwa dni właściwie przekreślił pokazując się z zupełnie innej strony. Czytaj dalej »
Jak nie na kryzys to na przesilenie wiosenne wszystko co złe teraz się zwala… Musi być ktoś lub coś winne No ale skoro wiosna, niedługo utopimy marzannę, to i porządki wiosenne trzeba będzie porobić. To więc małe dodatki do bloga porobiłam. Po pierwsze dodałam galerię zdjęć z wyjazdów do Włoch, a po drugie dodałam kilka mapek.
Dostałam zadanie specjalne – porobić rezerwacje obiadów w miastach w Rumunii, gdyż grupa, którą niedługo popilotuję zapragnęła mieć wyżywienie. I w sumie słusznie, bo bardzo dużo czasu zajmowało nam zwykle stołowanie się w różnych restauracjach. Powód? Opieszałość rumuńskich kelnerów. Nie mam zielonego pojęcia czemu oni tak mają… Jeszcze z menu w miarę sprawnie podejdzie, ale nim pojawi się, żeby zamówienie przyjąć mija jakieś 20 minut. A po nich zaczyna się czekanie na zamówione rzeczy… Czasem nawet godzinę zanim podadzą. Oj, trzeba być cierpliwym… A jaki pilot musi być cierpliwy, gdy mu turyści na zbiórkę nie przychodzą, bo jeszcze czekają na jedzenie…
Wiedząc, że ktoś właśnie czyta tego bloga ukryłam jeden z postów. Była to szybka i spontaniczna decyzja, której towarzyszyła myśl: “Kurcze, on tego nie może przeczytać!”
Teraz zła jestem o to na siebie. Nie mam pojęcia co chciałam osiągnąć ukrywając tego posta. Moją opinię na ten temat i tak zna, bo przedstawiłam sprawę dobitnie, spokojnie. Posta z kolei pisałam na szybko i pod wpływem emocji. Ale co z tego? A niechby sobie przeczytał. Przecież obrazuje on mój ówczesny stan ducha i ówczesny pogląd na ich temat. A te teraz się zmieniły. Czy przez to, że się zmieniły chciałam je zataić? Może bałam się, że pomyśli, iż nadal wściekła na nich jestem?
Nie wiem. Wiem, że niesmacznie się czuję ze świadomością, że ukryłam tego posta… Heh…