Owidiusz uważał, że “i łzy są jakąś rozkoszą” (Est quaedam flere voluptas). Bo prawdą jest, że rozkoszy różnych może być wiele. Oprócz łez z pewnością i wino było rozkoszą dla Owidiusza. A jeśli wino jest łzami Owidiusza?
Dla mnie też wino bywa przyjemnością. Dlatego za każdym razem staram się z jakiegoś miejsca przywieźć butelkę czy dwie, żeby móc spróbować regionalnego przysmaku. Niestety do tej pory rumuńskie wino okazywało się… delikatnie mówiąc wtopą… Wszystko półsłodkie smakowało raczej jak wytrawne i w ogóle nie do wypicia raczej było. Jedynie likierki z owoców leśnych przywożone z piwniczki mojego znajomego Teo z Sighisoary nadawały się do wypicia.
Aż trafiłam na “Łzy Owidiusza”, czyli Lacrima lui Ovidiu. Wino białe z dodatkiem chyba miodowego likieru. Sprzedawane jest pięcioletnie (na zdjęciu) i dwunastoletnie. Jest słodkie, o złocistym kolorze.
Przy okazji najbliższego wyjazdu przywiozę go więcej
Kategorie: Rumunia
