December

11

Gdy zatrzęsła się ziemia…

Post archiwalny – relacja z wyjazdu do Ameryki Południowej – przedrukowany z Loswiaheros.pl, żeby nie zaginął w natłoku zmian – w końcu mojego autorstwa. Daty publikacji takie jak na wyprawy.onet.pl

Mieszkając w Polsce tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z tego, czym jest trzęsienie ziemi. Znamy to pojęcie, słyszeliśmy, że niesie za sobą wiele szkód i właściwie tyle. My uświadomiliśmy sobie bardzo wyraźnie, czym ten kataklizm jest. Mimo że po trzęsieniu ziemi w Pisco minęło już kilkanaście tygodni, to jednak jego ślady w mieście są wciąż wyraźne, a skutki wciąż widoczne. Zburzone domy, ludzie mieszkający w namiotach, gruz na ulicach – to wszystko wywarło na nas ogromne wrażenie.

Z Pisco w mojej pamięci na długo pozostanie kilka obrazków. Jednym z nich jest katedra, a właściwie to, co z niej pozostało czyli dwie dzwonnice. Cały kościół się zawalił pod wpływem wstrząsów. Teraz msze odbywają się pod prowizorycznie zamontowanym zielonym namiotem, ale taka sytuacja jest nie tylko w tej świątyni. Większość kościołów w Pisco została zburzona, czasem pozostały jakieś rzeźby, wszystko inne przepadło.

Równie dramatyczny los spotkał pozostałe budynki. Po szpitalu pozostał już jedynie uprzątnięty plac. Stoją teraz na nim namioty, które czasowo pełnią szpitalne funkcje. Są potrzebne, bo przecież wiele osób ucierpiało fizycznie podczas trzęsienia ziemi. Widzieliśmy noworodka przewożonego z jednego namiotu do drugiego. Wokół namiotów stoją żołnierze i pilnują porządku. Zastanawiam się dlaczego? Czy doszło do tego, że były próby napadów i włamań do namiotów szpitalnych? To jest możliwe… bo tu przynajmniej pacjenci mają, co jeść. A ci, których domy w całości zostały zburzone, którzy stracili całe majątki, ci nie zawsze mają za co kupić sobie coś do jedzenia…

Wielkie szczęście mieli ci, których domy nie zostały całe zburzone, którzy nie muszą teraz spać w namiotach i pilnować tego, co im pozostało. Podobno od trzęsienia ziemi ogromnie w Pisco wzrosła przestępczość. Nic zresztą dziwnego. Ci, którzy stracili wszystko, we wszelki sposób, często nawet nieuczciwy, starają się cokolwiek odzyskać. Zwłaszcza nadzieję…

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że do tej pory nigdzie nie spotkaliśmy się z większą uprzejmością niż tutaj. Ludzie z uśmiechem na twarzy wskazywali nam kierunek, doradzali. Pani w sklepie poczęstowała nas cukierkami, inna podprowadziła pod busa jadącego do Paracas, zatrzymywali się i pytali czy nas podwieźć – zupełnie niezobowiązująco, po prostu z życzliwości. W oczach większości mieszkańców Pisco widać było nadzieję, chęć walki o to, aby odzyskać to, co stracili. Wyjątkowe było to, że nikt tu nie chodził bezczynnie. Każdy pracował nad przywróceniem miastu normalnego wyglądu, nad uprzątnięciem gruzów. Szliśmy uliczkami miasta i próbowaliśmy wyobrazić sobie ten moment. Niewiarygodne i niewyobrażalne. Mimo że poczuliśmy na własnej skórze wstrząsy ziemi, gdy byliśmy w Cuence, to jednak były one jedynie drobnymi drganiami ziemi w porównaniu z tym, co wydarzyło się w Pisco. W Cuence następnego dnia nie było ani śladu tych wstrząsów, w Pisco zostało zburzone całe miasto. W Cuence w jednym momencie włączyły się alarmy w samochodach, w Pisco być może nie zdążyły się włączyć…

Olbrzymie szczęście mieli ci, którzy przeżyli i których domy się zachowały. Częstym obrazkiem z ulic miasta była ściana frontowa budynku, która się zachowała, bo była pokryta płytkami – one wytrzymały wstrząsy. Tylko one, bo pozostała część domu leżała w gruzach, a na środku tego placu był rozbity namiot…

Nie pokuszę się o wyciąganie żadnych wniosków z naszej wizyty w Pisco. Powiem tylko, że mamy ogromne szczęście, że w Polsce nie ma trzęsień ziemi czy wybuchów wulkanów, huraganów. Mamy szczęście, z którego sobie nie zdajemy sprawy.

Pokrewne tematy


Zostaw komentarz