Autor: EliS . 25 Oct 2008,
Komentarze (12)
Ściągnęłam sobie “Kroniki Narnii” po hiszpańsku. Przez te trzy tygodnie, które mi do wyjazdu zostały powinnam przeczytać. Odświeżę trochę język, a może i poznam jakieś nowe słowa.
W następnej kolejności będą: Somoza, Garcia Marquez i Cortazar. Ale to już wyższa szkoła jazdy podejrzewam będzie. Heh… Czytać Gabriela w oryginale. Marzenie moje ogromne… A nuż się spełni
Na pewno “El amor en los tiempos del cólera” sobie kupię. Bo w końcu moja ulubiona
A na razie wkleję jeden tekst, który napisałam będąc w Leticii w Kolumbii.
Kraj, w którym anioły gubią pióra ze skrzydeł
Zawsze, kiedy czytałam coś autorstwa mojego ukochanego Gabriela*, zastanawiałam się czy faktycznie ludzie tak żyją, czy rzeczy, które opisuje są prawdziwe. Dlatego chciałam zajrzeć do Kolumbii. Była tam choć minimalna namiastka tego, w jakich warunkach żyją bohaterowie opowiadań. Namiastka, która mnie nie zawiodła.
Pierwsze wrażenie z Kolumbii to kolory. Kolorowe domy, kolorowe towary na sklepowych wystawach, kolorowi ludzie na kolorowych skuterkach. Być może jest to inne miasteczko niż pozostałe w Kolumbii, ze względu na to, że odcięte od pozostałych, graniczące z Brazylią. Ale i tak chodząc jego uliczkami myślałam o książkach Marqueza.
Przyszła mi na myśl “Kronika zapowiedzianej śmierci”. To musiało być bardzo podobne portowe miasteczko, do którego podpływał swoją łodzią biskup. Wszyscy się znali i wiedzieli, co się dzieje u sąsiadów. Dlatego skandalem było, gdy pan młody odesłał rodzicom swoją młodą żonę, bo okazała się nie być dziewicą… A zresztą nie będę opowiadać -przeczytajcie sobie sami
Zmierzam do tego, że dzięki tej wyprawie zyskuję nowe spojrzenie na twórczość Marqueza. Zawsze mnie dziwiło, jak o szóstej rano można już być na nogach i spać na hamakach. A teraz robię to samo i jest to zupełnie naturalne. Po powrocie do Polski będę musiała na nowo przeczytać książki Marqueza. Spojrzę na nie w zupełnie inny sposób…
A wracając do Kolumbii: klimat jaki panował w Leticii był niesamowity.Wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby nagle przyleciały błękitne motyle i zabrały kogoś do nieba. Taka magia tutaj była bardziej realna, niż niejedna prawdziwa rzecz. I to w Kolumbii było piękne.
*Gabriel Garcia Marquez – kolumbijski pisarz felietonista, dostał nawet w latach ’80 Nagrodę Nobla, najbardziej znany za “Sto lat samotności”,przeze mnie ubóstwiany głównie za opowiadania, w nich bardzo widać,czym jest realizm magiczny w wydaniu Marqueza.
26 Oct 2008 o 21:37
Kurcze, gdybym wiedział że jesteś taką fanką Marqueza to bym nie napisał że “sto lat…” tak mnie wynudziło
Faktem jest że czytając książkę, która mówi o konkretnym miejscu chce się je potem odwiedzić. Jako fan wampirów osobiście marzę więc o Rumunii (w której Ty oczywiście już byłaś
.
Pozdrawiam.
26 Oct 2008 o 21:38
Hehe
No właśnie po części Ty mnie zainspirowałeś do napisania (przekopiowania) tego posta :p Ale taki urok Marqueza, że głównie kobiety są jego fankami 
Jeśli chodzi o wampiryzm i zamek Bran (bo pewnie te głównie z Drakulą kojarzysz), to jest to jedna wielka pomyłka… I współczuję jego fanom, którzy celowo do Transylwanii przyjeżdżają, żeby ten zamek zobaczyć. Już co innego ruiny zamku Poienari, gdzie faktycznie Vlad Palownik mieszkał.
A to, że w Rumunii byłam (chyba 6 razy w te wakacje) to wcale takie oczywiste nie jest… Po prostu jadę tam, gdzie mnie praca rzuca. A że w tym przypadku zakochałam się w miejscu, to inna sprawa
Jech, znów się rozpisywać zaczynam. Ale co pocznę na to, że temat mnie fascynuje, zupełnie jak sama Rumunia
PS. A “Podróże w poszukiwaniu diabła” czytałeś?
27 Oct 2008 o 21:39
No kolega, który tam był też mówił że to nic takiego. Aczkolwiek jest jeszcze drugi zamek (czy raczej ruiny) też z Drakulą kojarzony i ten jest podobno warty obejrzenia. Ale ogólnie Rumunię kolega chwalił
“Podróży…” nie czytałem ale skoro polecasz…
27 Oct 2008 o 21:40
Poprawka – ruiny o których myślałem to Poienari właśnie.
27 Oct 2008 o 21:40
O Rumunii trudno jest pisać, dlatego niektórzy są zawiedzeni “Podróżami…” ale będąc opętanym przez Karpackie Demony można dostrzec w tej książce wiele niezwykłych rzeczy
Na zamku Poienari nie byłam. Za każdym razem przejeżdżałam obok niego, niestety nie mogąc wejść na szczyt…
28 Oct 2008 o 21:46
tez kocham Marqueza, aktualnie czytam “Generała w Labiryncie”. Idzie mi kiepsko, ponieważ nie mam w ogóle czasu, ale tylko dlatego…….
28 Oct 2008 o 21:46
“Generała…” jeszcze nie czytałam. A najciężej mi szło z “Jesienią patriarchy”, ale to przez to, że zdań tam prawie nie było i wszystko autor jednym ciurkiem pisał.
29 Oct 2008 o 21:47
ciekawi mnie to w jaki sposób ściągasz te oryginały bo mnie to też zainteresowało?
gerard
29 Oct 2008 o 21:47
Masz na myśli te hiszpańskojęzyczne e-booki? Ze strony chomikuj.pl. Co prawda, żeby pobrać większe pliki trzeba mieć tam konto, ale na razie małymi się zadowalam
Sporo muzyki można tam znaleźć i innych perełek.
30 Oct 2008 o 21:48
a wiem, kiedyś odwiedziłem tą stronę w celu pobrania mp3 XIII Stoleti – polecam i potem zapomniałem jaka to była to strona, e-booków nie lubię za bardzo, wole tradycyjne, ale powiesz zapewne, że można przecież wydrukować eh ta moja drukarka pożera tyle tuszu, że hohoooo… ale pomyślę jeszcze nad tym
pozdrawiam
gerard
30 Oct 2008 o 21:49
Nie, nie powiem, że można wydrukować, bo to całkiem istotę rzeczy zatraca wtedy. Tradycyjna książko to tradycyjna, a e-book to e-book i łączyć nie należy
Osobiście też wolą książki papierowe i właściwie tylko takie czytam. Czytanie na ekranie nie do końca mi wychodzi. Ale… Są takie urządzenia jak palmtopy (czy nawet laptopy, jeśli bateria im w miarę trzyma). I jest taka sytuacja, ze człowiek gdzieś wyjeżdża. Wtedy taki e-book to świetna sprawa, żeby zapełnić czas wolny, a przy okazji nie obładowywać się dodatkowymi ciężarami. Audiobooki też są bardzo praktyczne w takiej sytuacji.
Ale wiadomo. Dobrej papierowej książki nic nie zastąpi
14 Jun 2009 o 22:23
Interesujaca strona, napewno bede teraz wpadal tu czesciej, pozdrawiam