Autor: EliS . 3 Dec 2007,
Brak komentarzy
Post archiwalny – relacja z wyjazdu do Ameryki Południowej – przedrukowany z Loswiaheros.pl, żeby nie zaginął w natłoku zmian – w końcu mojego autorstwa. Daty publikacji takie jak na wyprawy.onet.pl
Będąc gośćmi w domu peruwiańskiej rodziny, chcieliśmy naszego Amigo Peruviano wyciągnąć na dyskotekę. Fajnie by było, ale okazało się, że na ten dzień możemy mieć ciekawszą imprezę. Tego dnia były chrzciny jednego z chłopców mieszkających w tym domu. I z tej okazji domownicy szykowali fiestę.
Dla uściślenia dodam, że tego dnia były chrzciny dwóch chłopców mieszkających w tym domu, bo mieszkają w nim w sumie 4 rodziny, ale fiesta była organizowana na cześć jednego z nich. Na cześć drugiego fiesta była w domu rodzinnym jego mamy, więc w tej uczestniczyć nie mogliśmy. Dodam jeszcze, że obaj chłopcy mieli po 8 lat, ale wcale nie byli najstarszymi, którzy byli tego dnia chrzczeni. W większości do sakramentu podchodzili ich rówieśnicy, ale też osoby starsze od nich.
W kościele było nabożeństwo, w czasie którego ksiądz po kolei każdego błogosławił, polewał wodą i stawiał na czole znak krzyża. Towarzyszyło temu wiele emocji i radości członków rodzin. Błyskały flesze od aparatów. Ludzie skupiali się, jak najbliżej swoich pociech, żeby dokładnie widzieć, co się dzieje. Momentami panował nawet hałas i bałagan. Po nabożeństwie wszyscy rozeszli się do swoich domów.
Pokój został bardzo ładnie udekorowany w biało-niebieskich kolorach. W takich samych kolorach był tort. Zaczęli się schodzić pierwsi goście. Siadali na krzesłach rozstawionych przy ścianach i… nie działo się nic. Niby muzyka grała na fulla, ale poza tym wydawało nam się, że jest strasznie nudno. Czasem tylko ktoś przeszedł z tacą z ciastkami. A tak dyskusje toczyły się w małych grupkach najbliższych sąsiadów. Gospodarze gdzieś poznikali. Stwierdziliśmy, że jednak słowiańska gościnność jest zupełnie inna i bardziej nam odpowiada…
W pewnym momencie podano jakiś alkohol. Potem przeszła jeszcze jedna kolejka z tym czymś. Później następna. Zaczęliśmy się domyślać, ze fiesta rozkręci się, gdy goście poczują działanie tego alkoholu. Po jakichś trzech godzinach podano pierwszy posiłek. Była to jakaś dziwaczna masa czegoś z cebulą zamiast sałatki. I ta cebula bardzo dodawała wyrazu temu czemuś, bez niej byłoby zbyt mdłe, aby zjeść… Do popicia było piwo – ulga dla kubków smakowych
Po kolejnej godzinie “niedziania” się niczego gospodarze zaczęli tańczyć. Hmmm, być może w tym momencie fiesta zacząłaby się rozkręcać, my jednak musieliśmy już iść na autobus. Wydawało nam się, że jeśli od 17 do 21 pobędziemy na fieście, to dużo zobaczymy i pobawimy się… Tymczasem dużo czasu zajęło im zaczęcie się rozkręcać. Nie ma to jak w Polsce u “cioci na imieninach” – każdy bawi się dobrze
Pokrewne tematy
Zostaw komentarz