Autor: EliS . 12 Nov 2007,
Brak komentarzy
Post archiwalny – relacja z wyjazdu do Ameryki Południowej – przedrukowany z Loswiaheros.pl, żeby nie zaginął w natłoku zmian – w końcu mojego autorstwa. Daty publikacji takie jak na wyprawy.onet.pl
Nigdy jeszcze nie podróżowałam tyloma rzeczami, co w ciągu tych kilku dni w Ameryce. Opowiem o tych, które do tej pory były. A wpis ten dedykuję Edycie i jej błędnikowi.
Autobusy. Tych zaliczyliśmy dwa rodzaje: nocne i lokalne. Nocne jeżdżą na długich dystansach i są idealnym rozwiązaniem dla nas. Dzięki nim nie wydawaliśmy za dużo pieniędzy na nocleg, bo mogliśmy się w nich prawie dobrze wyspać (odsyłam do notatki o klimatyzacji), a przy tym pokonywaliśmy nawet 1000 km. W Brazylii znacznie droższe niż w Wenezueli, ale i tak warto.
Inna sprawa z komunikacją lokalną. Dużo bardziej obskurne te autobusy, ale dzięki temu o niepowtarzalnym klimacie. Jeśli w jakimś nie ma klimatyzacji, to okna są na oścież pootwierane. Wszystko, aby zwalczyć upał. W tych autobusach jest jeszcze na maksa włączona muzyka. Oczywiście rytmy latynoskie. Aż się chce jechać
Łodzie. Tych też dwa rodzaje. Łódka typu curiara, którą pływaliśmy w PN Canaima. Wystrugana z pnia drzewa, z ławeczkami. I gdyby nie silnik na końcu, byłby prawie jak tradycyjna indiańska.
I statek z Manaus do Tabatingi. Oglądaliście film “Rejs”? To właśnie coś takiego. Tylko na środkowym pokładzie jest rozwieszonych ponad 50 hamaków. Na górnym jest miejsce do posiedzenia, pogrania w domino (jak to niektórzy robią), jest też barek, gdzie można ciastka i piwo kupić. Z kolei dolny pokład zajmuje załoga. Są tam te wszystkie silniki i inne techniczne cudeńka, a oprócz nich towary, które zawożone są do miasteczek mijanych po drodze. Klimatyzacja jest tylko na stołówce, bo cała reszta właściwie jest odkryta. Ciekawe jak to wygląda podczas deszczu?
Samoloty. A raczej w samej Ameryce jeden, bo te rejsowe z Europy się nie liczą
Awionetka z Ciudad Bolivar do Canaimy. Niewiarygodnie rozklekotana, aż dziw, że była w stanie wznieść się jeszcze w powietrze. Maksymalnie można w nią zapakować 5 pasażerów i pilota. Ciągle mi dreszcze po plecach przechodzą, jak sobie pomyślę o tym…
Wypada jeszcze wspomnieć o metrze w Caracas. W sumie nic nadzwyczajnego, niewiele różniące się od innych, które spotkałam w Europie. Może tylko bardziej szare (szarość w czerwonym kolorze) i bardziej obskurne. A poza tym to samo, co u nas.
A czemu ten wpis Edycie dedykowałam? Kochana, wszędzie trzęsie niemiłosiernie. I nie ma opcji zatrzymania pojazdu, żeby zaczerpnąć powietrza. Bo niby jak zatrzymać taką awionetkę? W miarę mało trzęsie w autobusach nocnych. A reszta – szkoda gadać… Chociaż nie, jeszcze na łodziach nie trzęsie – tutaj buja. Ale czego się spodziewać, śpiąc na hamakach?
Pokrewne tematy
Zostaw komentarz