October

13

Kryjówka we Lwowie

Do Lwowa dojechaliśmy nad ranem. Przespacerowaliśmy się do centrum, znaleźliśmy kwaterę na noc, przespaliśmy się odrobinę i poszliśmy szukać kafejki internetowej, żeby oczyścić kartę pamięci aparatu z nadmiaru zdjęć. Jak się okazało ni było to takie proste, gdyż po pierwsze przewodnik wskazywał nieistniejące już kafejki, a po drugie nawet jeśli takowe istniały, to nie posiadały w swoim sprzęcie czytnika kart… A deszcz padał coraz bardziej…
Czytaj dalej »

October

6

Relacja z wyjazdu Kijów-Lwów

Najwyższa pora opisać wypad na Ukrainę. Postaram się ująć to jak najbardziej praktycznie, choć nie wiem na ile to mi się uda. Bo ja to lepsza w opowiadaniu bajek i snuciu historii jestem. A nie takich suchych relacjach byliśmy tu, zrobiliśmy to. W tym zawsze A. był lepszy. Dlatego uzupełnialiśmy się na Los Wiaheros: on praktycznie, ja – refleksyjnie. Teraz przyszła pora na moją próbę praktycznej relacji. Hmmm… zaczynam :)

Do Lwowa z przesiadkami dojechaliśmy. Najpierw ja do Lublina, potem do Zamościa – tam się spotkaliśmy z Kubą i przy okazji poznaliśmy (trochę miałam obiekcji co do jechania z kimś kogo nie znam, ale w sumie wyszło spoko). Z Zamościa pojechaliśmy do Tomaszowa Lubelskiego, potem do Rawy Ruskiej (już Ukraina) i z niej do Lwowa. Wyszło mi 10zł taniej niż jakby bezpośrednio z Lublina jechać :) Potem dworzec kolejowy i pociąg nocny do Kijowa.
Czytaj dalej »

October

4

Miedzy Kijowem a Lwowem

Kilka slow na szybko :) Bez polskich znakow, bo tutaj takie cuda nie wystepuja :P

Kijow to za duze miasto, aby je w trzy dni zobaczyc. Piekne i zaskakujace na kazdym kroku. Nie jest tak pedzace jak Warszawa, mimo, ze to stolica. Duzo parkow i punktow widokowych. Dniepr robi bardzo przytulne wrazenie. A zdobienia kamienic… Ech, kto mnie zna, ten wie jaka wage do tego przykladam :) Sliczne niektore. No i ten monumentalizm… Ogromne.

Czytaj dalej »

September

29

Nic śmiesznego

Byłyśmy z Edytą u Kasi w szpitalu. Leży i pachnie. I tak cały dzień, bo przeszły jej skurcze już po pierwszej kroplówce. Uff…

Leży na drugim piętrze trzypiętrowego budynku. Wezwałyśmy windę, żeby zjechać. Wsiadamy.
Ja: O, do góry jedzie.
Edyta: A co, ma jechać w bok?

Nie mam pojęcia czemu ci ludzie w windzie śmiać się zaczęli… :P

A jutro do Lwowa. Wszystko wskazuje na to, że tylko z Kubą. Plan mamy niezły… Chyba by mnie z domu nie wypuścili, jakbym wspomniała, gdzie zamierzamy pojechać (Edyta, nie blednij bez potrzeby! :P ). Mam pozytywne odczucia :) Fakt, w pewien sposób uciekam tym wyjazdem. Ale co tam, naładuję się i będę mogła wrócić z podniesioną głową. Przynajmniej taki jest plan…