Amerykanski piszarz Ernest Hemingway duzo podrozowal. W jego ksiazkach mozna miedzy innymi przeczytac opis polowania w Afryce, zapoznac sie z jego zyciem w Paryzu. Kiedys przyjechal tez do Santiago de Compostela. Jak przystalo na czlowieka ciekawego swiata i otwartego na nowe doswiadczenia, sprobowal jednej z lokalnych potraw.
- Jakie pyszne! – wykrzyknal zachwycowy – wprost doskonale!!
- Moze dokladki?
- O tak tak!! Z checia. Przepyszne!! A co to jest? – zadal jedno z tych pytan, ktorego czasem lepiej nie zadawac 
- Swinskie uszka – uslyszal w odpowiedzi.
Wtedy Hemingway puscil przyslowiowego pawia…

16 Dec 2008 o 23:35
O ile pamiętam tę historię o świni zawsze opowiadasz przy jedzeniu… hmmm
)))
17 Dec 2008 o 23:36
jakoś Hiszpania nie kojarzy mi się ze świńskimi uszami i zapomnę o tym zaraz…
a co do Galicii to o ile pamiętam to jest jeden z najbardziej mokrych ( w przenośni), deszczowych i wilgotnych rejonów tego kraju? gdzie zaznacza się celtycka pozostałość?
17 Dec 2008 o 23:36
Oj tak, bardzo mokry. Przez te półtora miesiąca tylko kilka dni słonecznych było, a tak to deszcz non stop. O Celtach może napiszę, ale muszę się o nich trochę więcej dowiedzieć.
17 Dec 2008 o 23:36
niewątpliwie to jest interesujący temat
18 Dec 2008 o 23:37
Historia ze świnią ciekawa:) Los świń jest jednak cholernie przykry. Tyle się mówi o psach zjadanych w Chinach a przecież świnia jest co najmniej tak samo inteligentna (niektórzy mówią ze nawet bardziej). To co, dlatego że brzydsza to można ubijać bez skrupułów? Trochę tu zalatuje hipokryzją…
Pozdrawiam:)
18 Dec 2008 o 23:37
WOW, zaskoczyles mnie w tym momencie! Nie spodziewalam sie takiej wypowiedzi z Twojej strony. No chyba, ze ironii nie wyczulam… ??
18 Dec 2008 o 23:37
Nie było ironii:) Serio szkoda mi świń. Kiedyś jakiś program widziałem. Pokazywali jakie świnki potrafią być wdzięczne i mądre. Był nawet gość, który ze swoją świnką chodził an spacery (na smyczy ją prowadził). Urzekło to mnie:)
21 Dec 2008 o 23:38
Świńska historia wydaje się być taka nierealna,a przez to zabawna. Za każdym razem, gdy słyszę takie opowieści, staram się tak myśleć, bo inaczej musiałabym nosić ze sobą tonę chusteczek…… Biedny świniaczek:(((( Pozdrawiam
21 Dec 2008 o 23:38
Mi to bardziej niż prosiaka tego chłopa szkoda…
Komizm sytuacji zyciowych jest niesamowity. Na wydarzenie można z dwóch punktów spojrzeć. Albo uznać za tragedię albo za komedię. Mi osobiście odpowiada bardziej to drugie podejście. Przynajmniej lżej mi wtedy na psychice
23 Dec 2008 o 23:39
A cóż złego w świńskich uszkach? Skoro gustujemy w szynce, z racic robimy galaretę, ze smakiem jemy ozorki i bez żenady zagłębiamy się w inne intymne zakamarki ciała świni, to czemu nie uszka? Rozumiałbym jeszcze opór przed oczami – to oskarżycielskie spojrzenie wypominające nam wszystkie dotychczasowe boczki i kiełbasy. Jednak ucho, jak nauczył nas Evan Holyfield, to dobra rzecz.
BTW, kiedyś słyszałem o podobnym przysmaku na Litwie.
BTW2, dzisiaj jadłem portugalskie ciastka robione z ziemniaków z migdałami i bodajże pomarańczami. Pyszne. Do tego polski makowiec, greckie winogrona, indyjskie czekoladki i gruzińskie wino. Niech żyje globalizacja!
24 Dec 2008 o 23:39
Heh
Takiemu to się powodzi. Chociaż i u nas dziś na wigilię małże będą. A co!! Chcieli, żebym wróciła, to mają za swoje!! Buahaha
:D
30 Dec 2008 o 23:39
Świńskie uszy dodaje się u nas do wszelkiej maści salcesonów.Mają w sobie sporo żelu i odpowiednio doprawione są bardzo smaczne( choć nie jest to jedyny ich składnik).