December

16

Jestem lepsza niz Hemingway

Amerykanski piszarz Ernest Hemingway duzo podrozowal. W jego ksiazkach mozna miedzy innymi przeczytac opis polowania w Afryce, zapoznac sie z jego zyciem w Paryzu. Kiedys przyjechal tez do Santiago de Compostela. Jak przystalo na czlowieka ciekawego swiata i otwartego na nowe doswiadczenia, sprobowal jednej z lokalnych potraw.

- Jakie pyszne! – wykrzyknal zachwycowy – wprost doskonale!!
- Moze dokladki?
- O tak tak!! Z checia. Przepyszne!! A co to jest? – zadal jedno z tych pytan, ktorego czasem lepiej nie zadawac ;)
- Swinskie uszka – uslyszal w odpowiedzi.

Wtedy Hemingway puscil przyslowiowego pawia…

Historie te opowiedzial mi Manuel, gdy jedlismy swinskie uszka. Fakt, ze bylam przygotowana na to co jem, ale udalo mi sie je przelknac bez zadnych ekscesow :) W sumie to osobie pijacej sok z zaby niewiele juz moze zaszkodzic ;) Tak wiec kolejny planowany przeze mnie punkt Galicji zaliczony.

Manuel zapytal mnie, co w Polsce robi sie ze swinskimi uszami, skoro sie ich nie je. W sumie to nie mam pojecia… Pewnie wyrzuca sie albo dodaje do pasztetu. Wie ktos moze? :)

W kazdym razie zaczelam rozmyslac o swiniach ;D;D;D Zblizaja sie Swieta. Juz oczami wyobrazni widze te lezace na ulicach Shigisoary w Rumunii platy miesa. Bo w Rumunii na Wigilie przygotowuje sie potrawy ze swini wlasnie. Ponoc niesamowicie wygladaja wtedy miasteczka – bo swiniobicie odbywa sie na ulicach, a nie w zaciszu gospodarskiej obory. Potem na ulicy tez handluje sie tymi cwiartkami prosiakow. Jest zima, to przynajmniej muchy wokol nie lataja ;)

I jeszcze jedna historia mi sie przypomniala… Osoby o duzej wyobrazni i wrazliwosci na krew i los zwierzat prosze, zeby dalej nie czytaly tego posta. Historia wydarzyla sie na prawde.

Ktoregos razu czterech gornikow z Lecznej (miasteczko kolo Lublina, sypialnia gornikow z Bogdanki) postanowilo na swieta wielkanocne zamowic sobie swiezego prosiaka. Umowili sie z rolnikiem na konkretny dzien na rano, ze odbiora mieso. Jednak co dla jednych jest rankiem, dla innych juz poludniem… Gdy przyjechali chlop pojechal juz w pole. Prosiak wciaz zywy, czekal sobie na nich spokojnie. Mogli wiec albo poczekac na chlopa, albo… No wlasnie, co? oni nie dadza rady ubic prosiaka??!! Wzieli sie do dziela.

Po kilku nieudanych probach zabicia prosiakla siekiera (wiedzieli, ze trzeba walic obuchem w leb), postanowili go zagazowac. Nie wiem skad wzieli gaz, jednak podlaczyli prosiaka do butli, a sami poszli na “male co nieco”. Gdy wrocili swinia juz nie zyla.

Kolejnym etapem bicia swini jest… opalenie jej siersci! Kiedy do tej zagazowanej masy przylozyli ogien…

Swinia WYBUCHLA!

Pech chcial, ze akurat chlop wracal z pola do domu. Dostal odlamkiem kosci miedzy zebra tak, ze trzeba bylo wzywac pogotowie. Kiedy ambulans przyjechal na podworko oczom sanitariuszy ukazal sie niecodzienny widok. Za wszystkich scian splywaly flaki…
- Trzeba bylo grabarza wezwac, a nie nas – zazartowal sobie jeden z nich.

Chlop spedzil okolo 2 miesiecy w szpitalu.

Pokrewne tematy


Komentarze (12) do “Jestem lepsza niz Hemingway”

  1. Edyta:

    O ile pamiętam tę historię o świni zawsze opowiadasz przy jedzeniu… hmmm ;) )))

  2. Gerard:

    jakoś Hiszpania nie kojarzy mi się ze świńskimi uszami i zapomnę o tym zaraz…
    a co do Galicii to o ile pamiętam to jest jeden z najbardziej mokrych ( w przenośni), deszczowych i wilgotnych rejonów tego kraju? gdzie zaznacza się celtycka pozostałość?

  3. EliS:

    Oj tak, bardzo mokry. Przez te półtora miesiąca tylko kilka dni słonecznych było, a tak to deszcz non stop. O Celtach może napiszę, ale muszę się o nich trochę więcej dowiedzieć.

  4. Gerard:

    niewątpliwie to jest interesujący temat

  5. Kajsik:

    Historia ze świnią ciekawa:) Los świń jest jednak cholernie przykry. Tyle się mówi o psach zjadanych w Chinach a przecież świnia jest co najmniej tak samo inteligentna (niektórzy mówią ze nawet bardziej). To co, dlatego że brzydsza to można ubijać bez skrupułów? Trochę tu zalatuje hipokryzją…
    Pozdrawiam:)

  6. EliS:

    WOW, zaskoczyles mnie w tym momencie! Nie spodziewalam sie takiej wypowiedzi z Twojej strony. No chyba, ze ironii nie wyczulam… ??

  7. Kajsik:

    Nie było ironii:) Serio szkoda mi świń. Kiedyś jakiś program widziałem. Pokazywali jakie świnki potrafią być wdzięczne i mądre. Był nawet gość, który ze swoją świnką chodził an spacery (na smyczy ją prowadził). Urzekło to mnie:)

  8. Pani F:

    Świńska historia wydaje się być taka nierealna,a przez to zabawna. Za każdym razem, gdy słyszę takie opowieści, staram się tak myśleć, bo inaczej musiałabym nosić ze sobą tonę chusteczek…… Biedny świniaczek:(((( Pozdrawiam

  9. EliS:

    Mi to bardziej niż prosiaka tego chłopa szkoda…

    Komizm sytuacji zyciowych jest niesamowity. Na wydarzenie można z dwóch punktów spojrzeć. Albo uznać za tragedię albo za komedię. Mi osobiście odpowiada bardziej to drugie podejście. Przynajmniej lżej mi wtedy na psychice :)

  10. Shawman:

    A cóż złego w świńskich uszkach? Skoro gustujemy w szynce, z racic robimy galaretę, ze smakiem jemy ozorki i bez żenady zagłębiamy się w inne intymne zakamarki ciała świni, to czemu nie uszka? Rozumiałbym jeszcze opór przed oczami – to oskarżycielskie spojrzenie wypominające nam wszystkie dotychczasowe boczki i kiełbasy. Jednak ucho, jak nauczył nas Evan Holyfield, to dobra rzecz.

    BTW, kiedyś słyszałem o podobnym przysmaku na Litwie.

    BTW2, dzisiaj jadłem portugalskie ciastka robione z ziemniaków z migdałami i bodajże pomarańczami. Pyszne. Do tego polski makowiec, greckie winogrona, indyjskie czekoladki i gruzińskie wino. Niech żyje globalizacja! :)

  11. EliS:

    Heh :) Takiemu to się powodzi. Chociaż i u nas dziś na wigilię małże będą. A co!! Chcieli, żebym wróciła, to mają za swoje!! Buahaha :D :D

  12. maria:

    Świńskie uszy dodaje się u nas do wszelkiej maści salcesonów.Mają w sobie sporo żelu i odpowiednio doprawione są bardzo smaczne( choć nie jest to jedyny ich składnik).

Zostaw komentarz