November

28

Troszke o ludziach

Mam wujka, ktory uwaza, ze wszelki postep ludzkosci zawdzieczamy dwom cechom ludzi: lenistwu i zazdrosci. Wedlug niego po dzis dzien nie wyszlibysmy z jaskini, gdyby nie te cechy. Jak to argumentuje? W bardzo prosty sposob: byl sobie czlowiek jaskiniowy, ktory jak to czlowiek jaskiniowy polowal na dzikie zwierzeta, zyl sobie w jaskini, itp. Ktoregos razu czlowiek jaskiniowy stwierdzil, ze nie chce mu sie codziennie isc na polowanie. Wpadl wiec na pomysl, ze jednego dnia moze upolowac wiecej i przechowac to mieso na dzien nastepny. W ten sposob, z czystego lenistwa, czlowiek jaskiniowy odkryl spizarke.

Sasiad czlowieka jaskiniowego, zorientowal sie co jego sasiad robi i pozazdroscil mu tego dnia wolnego od polowan. Wyslal wiec swoja kobiete, zeby ta zobaczyla o co chodzi u sasiadow. Gdy opowiedziala mu o magazynowaniu zywnosci, sasiad czlowieka jaskiniowego pomyslal, ze nie moze byc przeciez gorszy od swojego sasiada. Dlatego upolowane mieso powiesil nad ogniem i uwedzil je w dymie i cieple. W ten sposob odkryl wedzarke i mogl znacznie dluzej niz jego sasiad przechowywac mieso.

Obaj mieli dzien wolny. Mogli do woli wylegiwac sie przed swoimi jaskiniami i grzac w sloncu. Sasiad czlowieka jaskiniowego polozyl sobie skory, zeby nie lezec bezposrednio na ziemi. Czlowiek jaskiniowy, zeby nie byc gorszym zawiesil podobne skory pomiedzy dwoma drzewami. Tak powstawaly kolejne wynalazki, z lenistwa ludzi jaskiniowych i zazdrosci, ktora obdarzali swoich sasiadow.

Moze w 100% nie zgadzam sie z ta teoria mojego wujka, ale po glebszym zastanowieniu sie stwierdzam, ze cos w niej jest. Bo faktycznie wiekszosc wynalazkow ma na celu ulatwienie nam czegos. A ich jakos poprawia sie, zeby byly lepsze niz innych… Faktem jest, ze ludzie w swoim postepowaniu przygladaja sie sobie bardzo dokladnie…

A czemu o tym pisze? Ze wzgledu na jedno wydarzenie, a mianowicie ze wzgledu na to, ze wyrobilam sobie nr identyfikacyjny dla obcokrajowcow – takie cos, co pozwoli mi na legalna prace w Hiszpanii.

Dziennie wydaja 30 certyfikatow pobytu w Santiago. Urzad zaczyna pracowac od 9, ale od 8.30 petenci dostaja juz numerki z kolejnoscia, w jakiej beda wchodzic do pokoju. Wiadomo, o kolejnosci decyduje kolejnosc przyjscia pod urzad. Im wczesniej, tym wieksza szansa, ze zmiescimy sie w tych 30 pierwszych numerkach.

“Musisz tam byc o szostej” – powiedziala kuzynka – “inaczej nie masz szansy dostac numerka, bo ludzie wiedza jak jest i przychodza wczesniej”. No pieknie, pomyslalam sobie. Zupelnie jak z kolejkami do lekarza. Rejestracja przykladowo od 7, ale juz od 4 pod drzwiami ludzie koczuja, zeby na pewno sie dostac, a ci, ktorzy kolo 6 przyjda, nawet nie maja szansy na to, ze sie dostana. Dlatego zeby na pewno sie dostac nastepnym razem przychodza jeszcze wczesniej i ten bledny krag przybiera coraz wczesniejsze godziny… Podobnie bylo z zaliczaniem lektur na pierwszym roku. Kobieta od dziesiatej pytala kolo 10 osob. Niektorzy dzien w dzien od szostej koczowali… Brakowalo tylko, zeby ze spiworami przychodzili i goraca herbata w termosie…

Pomyslalam, ze zaryzykuje i pojde pozniej troche. Studenci juz dawno przyjechali i raczej nie ma nikogo nowego w miescie, a kto mial dostac ten nr, to juz go sobie dawno wyrobil. Kolo 7 wyszlam z domu. Trzeba Wam wiedziec, ze w Santiago wszystko jest przesuniete troche w czasie, urzedy zaczynaja pracowac o 9, u nas o 7.30, czyli godzina trzydziesci przesuniecia. Wyszlam o siodmej, czyli tak jakbym wyszla o 5.30 czasu polskiego. Na ulicach ciemno, pusto, ani zywej duszy, ani jednego miejskiego nawet. Cale miasto pograzone jeszcze we snie. I tylko stukanie moich obcasow echem rozlegalo sie po Starym Miescie. Szron pokrywal szyby stojacych samochodow, ostry wiatr podraznial twarz.

Zaszlam pod urzad i okazalo sie, ze jestem druga w kolejce. Czyli tak jak przypuszczalam, dzikie tlumy juz pozalatwialy swoje sprawy. Jak to dobrze, ze na szosta nie przyszlam, chyba bym umarla z zimna na tej laweczce… Zaraz po mnie przyszlo jeszcze dwoch Azjatow, a reszta zaczela sie schodzic kolo 8 dopiero.

Kolo osmej tez zaczal sie pojawiac ruch na ulicach, zaczelo switac. Tylko szron nie znikal jeszcze z samochodow. Powoli zamarzalam… Na szczescie o 8.30 wpuscili nas do srodka i dali numerki. Te pol godziny nie wystarczylo mi na odzyskanie normalnego krazenia… Ale DNI mam :)

A co Wy sadzicie o teorii zazdrosci i lenistwa? Bardzo ciekawa jestem Waszych opinii :)

Pokrewne tematy


Komentarze (6) do “Troszke o ludziach”

  1. Edyta:

    Co do zazdrości, to faktycznie masz rację a raczej Twój wujek… ale piszesz o tej zazdrości konstruktywnej, zmuszającej do działania… no ale lenistwo?? raczej nazwałabym to wygodnictwem… i też w stronę działania skierowaną… ale niestety zazdrość prowadzi do zawiści a wygodnictwo do wyręczania się… konsekwencja- zabierzmy sąsiadowi, jak nie będzie chciał oddać to siły użyjmy, a otem z sąsiada niewolnika… postęp prowadzi do rozwoju ale też do upodlenia… nie ma złotego środka…

  2. Gerard:

    cześć
    ta teoria jest bardzo ciekawa i jako jedna z wielu traktująca wyjście człowieka z jaskini i ogólnie jego rozwój – dość sensowna

    jak czytam to co napisałaś o tych kolejkach to zmieniłem zdanie, jednak wszędzie się czeka i to zaakceptuję

    pozdrawiam

    gerard

  3. EliS:

    Druga czesc bezposrednio z teorii zawartej w pierwszej nie wynika. Po prostu siedzac tam na tej laweczce i czekajac na otwarcie urzedu mialam sporo czasu na rozmyslania. No i przypomniala mi sie ta teoria mojego wujka.

  4. Kajsik:

    Oczywiście że to prawda :) Cała cywilizacja rozwija się dzięki lenistwu (wygodnictwu) i nadmiaru czasu niektórych osobników (mam na myśli nudę, która potrafi zmusić do kombinowania).

    Żeby zrobić coś dobrze, zrobić coś nowego, oryginalnego, trzeba mieć czas. [Wybacz porównanie ale np. wielce kochankowie jak choćby Werter, Romeo, Casanova mieli go w nadmiarze :) ]

  5. EliS:

    No dobra, ale czy owi wielcy kochankowie zrobili cos kreatywnego?? Czy posuneli cywilizacje do przodu??

  6. Kajsik:

    To był tylko – może nie najtrafniejszy – przykład na to, że wolny czas sprzyja myśleniu :) A to prowadzi często do wielkich odkryć. Nie wiem czemu ale przykład Wertera jakoś najbardziej zapadł mi w pamięć :)