November

17

Viva Espana!

Od czego tu zaczac? Chyba od wielkiego WOW! na poczatek. Chociaz wciaz zamotana sie czuje. I jak niemowa… Doskwiera mi ta nieznajomosc jezyka w takim stopniu, w jakim bym chciala, zeby moc sie plynnie porozumiewac…

Pokoik mam maly, ale przyjemny. Obrazy Jose na scianach. W sumie to caly dom jest jak jedna wielka galeria obrazow. Trzeba bardzo uwazac, zeby wbiegajac po schodach nie pozwalac czegos ze scian. Szczerze to juz raz mie sie to zdarzylo ;) Bo ja tak mam, ze jak biegne, to rekami macham… Dobrze, ze akurat nikogo nie bylo, i ze udalo sie ponownie wszystko powiesic :) A, bo nie wspomnialam, ze w tych wolnych miejscach miedzy obrazami wisza zdjecia… Kto wie jaki miewam czasem problemy z koordynacja ruchowa, potrafi to sobie wyobrazic ;) Samo mieszkanie jest bardzo nowoczesne, mimo ze w zabytkowej kamienicy. No bo mieszkam na strym miescie przy ulicy, zwdluz ktrej przebiega pielgrzymi szlak z Francji. Tak wiec kamienica ponad dwustuletnia, a samo mieszkanie… Hmm… szklane sciany, przesuwane rozsuwane drzwi, wanna z jakusi, ktora wisi (doslownie!!) nad kuchnia. To trzeba przezyc, zeby uwierzyc ;)

Mam juz kilkoro znajomych Polakow. Sporo naszych jak sie okazuje tutaj jest. Wczoraj przed wyjazdem nad ocean, gdy przyszli na obiad, smielismy sie, ze Jose czuje sie u siebie w domu jak obcokrajowiec, ktorym nic nie rozumie. No ale co ja poczne na to, ze jeszcze kiepsko mi ten hiszpanski idzie, wiec polskiego uzywalismy :) Potem pojechalismy nad ocean zachod slonca obejrzec – zdjecia niedlugo na n-k ;)

Z okazji mojego przyjazdu odbyla sie kolacja powitalna. Przyszli wszyscy koledzy Jose, nie mogli sie mnie doczekac… Tymczasem kuzynce pomylily sie terminy mojego przyjazdu :) Faktycznie tego dnia dojechalam do Hiszpanii, ale w porze kolacji lapalam polaczenie Madryt-Santiago. Smiesznie wyszlo. No i chlopcy sie mnie nie doczekali – ciagle ich nie znam :)

Ano wlasnie, Madryt. Kilka godzin polazilam sobie po miescie. Ale bez przewodnika i mapy to kiepsko tak na czuja zabytkow szukac. Pierwsza rzecza, ktora zwiedzilam byl Plac Hiszpanski i… stragany, ktore na nim byly. Bo okazalo sie, ze to jakis plac targowy z pamiatkami dla turystow jest. Wniosek: wyslij kobiete do nieznanego miasta, to i tak droge znajdzie, zeby na zakupy pojsc ;) Ale potem dowedrowalam do katedry, Palacu Real, Drzwi Slonca, wiec nie bylo tak zle i co wazniejsze rzeczy raczej zobaczylam :)

Teraz musze sie Santiago nauczyc. Musze w koncu sama sie gdzies wybrac, bo na razie to z kuzynka wszedzie chodze, wiec srednio pamietam. Fajnie, ze miasto jest na tyle male, ze na piechote wszedzie mozna :)

Tylko pracy wciaz nie mam… Dzis ide na obiad z potencjalnym pracodawca. Mam nadzieje, ze przemowie w koncu, bo kiepsko bedzie. Kurs jezykowy jest w planach, ale jak juz jakas kase miec bede. Na razie jest to jedyna rzecz, ktora mnie martwi. Ale dam rade!!

Pokrewne tematy


Komentarze (6) do “Viva Espana!”

  1. Edyta:

    Eh czasem myślę, że gdzie diabeł nie może tam Elizę pośle… ;) ))
    Pewnie, że dasz radę! W przeciwnym wypadku nie byłabyś sobą…
    No i wiesz, że tęsknię…

  2. EliS:

    Myslisz, ze to jest plan diabelski “nawrocenia” najswietszego miasta w Hiszpanii ;) Ale by smiesznie bylo…
    Ja jeszcze tak bardzo nie testnie :P ale pewnie w okalicach swiat zaczne. Tutaj juz niektorzy nie moga sie doczekac, kiedy do Polski wroca. Heh…

  3. EliS:

    Aaaa, zapomnialam dodac. Wernisaz wystawy ponoc fajnie wyszedl :)

    http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081113/KULTURA05/910199309

  4. znajomy:

    Na nic bardziej nie uważaj na emigracji, jak na Polaków!

  5. EliS:

    Spoko, Polacy tutaj sa na studiach glownie, wiec nie w glowie im takie numery jak te w “Londynczykach” pokazywane :)

  6. Gerard:

    witaj!
    zazdroszczę Ci tej Hiszpanii… chętne bym tam pojechał
    czekam na zdjęcia
    pozdrawiam

Zostaw komentarz