Ponoć karnawał mamy… Ale jakoś w ogóle go nie odczuwam. Nie ma jakoś chęci, tej pasji, euforii, które topiłyby największe lody zimy swoim gorącem (inna sprawa, że nie ma też tych lodów, więc i nie ma co topić…). Nie odczuwam karnawału. Za to często zastanawiam się co też może się teraz dziać u moich znajomych z Hiszpanii. Skoro w adwencie chodzili regularnie dwa razy w tygodniu na dyskoteki, to teraz pewnie bawią się jeszcze lepiej.
Oj tak, można się było tak wytańczyć… Choć nie, można by było, gdyby puszczali na owych dyskotekach jakąś “skoczniejszą” muzykę. Taką, żeby popogować się dało, a nie pląsy same i podrygi w rytmie salsy. Chociaż i ona ma swój urok

23 Jan 2009 o 19:19
Nieważne gdzie jesteśmy, jacy jesteśmy i gdzie się w danym czasie znajdujemy. Ważne jest, aby czuć, że jest się “kimś” – kimś ważnym – nie tyle dla siebie, ale dla innych.
24 Jan 2009 o 15:20
tak? tego nie wiedziałem, to mnie szczerze mówiąc tym zaskoczyłaś, zawsze ich postrzegałem jako jedność właśnie pod tym względem, sam nie wiem dlaczego może to właśnie przez ten wspólny język, a tu się okazuje jak mówisz, że jest zupełnie inaczej… no proszę, fajnie się czasem czegoś nowego przypadkowo dowiedzieć, dzięki
24 Jan 2009 o 19:20
mi się wydaje, że Latynosi są bardziej otwarci i spontaniczni, chętniej się bawią i uśmiechają, traktują życie zupełnie inaczej niż my Polacy często zadufani w sobie. często w programach Boso przez świat W. Cejlowski właśnie ten niemalże ewenement pokazuje, dlatego rozumiem po części to co myślisz skoro złapałaś bakcyla latynowskiej kultury; pozdrawiam! gerard
24 Jan 2009 o 19:20
Tylko wiesz, należy odróżnić Hiszpanów od tych wszystkich z Ameryki Południowej – jedynie język jest wspólny, mentalność mają zupełnie inną. Poznałam odrobinę i jednych i drugich… Mi odpowiada mentalność hiszpańska, ta z Ameryki Południowej jest przerażająca momentami… bardziej brutalna…
26 Jan 2009 o 15:21
To ja dorzucę łyżkę dziegciu… Bywają też pozerscy, naiwni, a czasem wręcz niemądrzy, jeżeli chodzi o jakąś ogólną orientację w świecie. Natomiast to trzeba im oddać, i to chyba odnosi się do wszystkich południowców, że potrafią się bawić dla samej zabawy. Polacy potrzebują pretekstu, czegoś, co ich usprawiedliwi – spotkania z przyjaciółmi, albo przynajmniej okazji do picia.
31 Jan 2009 o 15:21
Kultura to kultura, a ja kocham Hiszpanię, ale nigdy tam nie byłam. Bardzo bym chciała tam być