February

5

Jak marynarz

marynarze

Zastanawiałam się ostatnio nad życiem marynarza. Przez pół roku tuła się gdzieś daleko poza domem, tęskniąc za rodziną i najbliższymi. A kiedy już wróci do domu, po kilku dniach euforycznej radości, że wreszcie jest, rodzina wraca do stałego rytmu życia. Rytmu, który przebiega bez owego marynarza, bo przez ten czas, gdy go nie ma nauczyli się żyć bez niego i nie potrafią go tak nagle włączyć w swoje życie. Marynarz staje się wyobcowany wśród tych, do których tak bardzo tęsknił… I zaczyna tęsknić za powrotem na morze…

Czasem mam odczucie, że w moim życiu można dostrzec analogiczny schemat. Pół roku wyjazdów, aktywności. Mimo że się wraca co jakiś czas, więc aż tak bardzo za rodziną nie tęsknię, to już ze znajomymi nie zawsze mam okazję się spotkać. Po czym przychodzi zima… I wiem, że mój świat jest w Rumunii i tęsknię za nią… Trwam jednak tutaj.

Korzystając z tej stagnacji postanowiłam się przeprowadzić – a dokładnie to mojego bloga. Tu kilka rzeczy mi nie odpowiada, poza tym chciałam być “na swoim” :) Więc kupiłam domenę i kopiuję stopniowo posty. Wasze komentarze też kopiuję – z nimi jest najwięcej roboty :P Zachowuję daty, kolejność wydarzeń. Kilku pierwszych postów nie skopiowałam – niech te łzy pozostaną tutaj… Teraz dopieszczam mój nowy “domek”. Na pewno brakować mi będzie wizyt przypadkowych osób, takich, które trafiły do mnie bo Onet polecił. Ale podejrzewam, że większość z nich nie zostawała u mnie na dłużej. Ci za to, którzy bywali, liczę, że bywać będą nadal – niezależnie od adresu :) Niedługo go upublicznię…

I jeszcze jedna rzecz przypomniała mi się. Kiedyś sobie pomyślałam, że tak jak porządny marynarz w każdym większym porcie ponoć ma kobietę, tak porządny pilot w każdym większym mieście ma swojego przewodnika. Ja na swojej trasie mam jedno większe miasto – Bukareszt. I mam tam przewodnika :)

Pokrewne tematy


Komentarze (4) do “Jak marynarz”

  1. Gerard:

    nie wiem co dodać do tego co napisałaś, myślę, że trafnie siebie określiłaś jako przykład marynarza, wszystko ma swoje plusy i minusy tak jak by zasada “coś za coś” była pierwszorzędną; najważniejsze jest to abyś nie żałowała tego co robisz…
    pozdrawiam!

  2. EliS:

    Podejrzewam, że o tym czy żałuje się czy nie, będzie można przekonać się za jakieś 50 lat albo siedząc przed kominkiem w fotelu bujanym, albo grzejąc zmarznięte dłonie przy podpalonym kuble na śmieci. Czas wszystko pokaże…

  3. Pani F:

    zaszalałaś moja droga z ta domeną…. Marynarz no cóż, takie to już są te wyjazdy… Po moim powrocie jest podobnie, choć troszkę nowych znajomych się pojawiło, to wiem, że każda rzecz ma swoją cenę. :(

  4. EliS:

    Eee, czy tak zaszalałam? Już widzę, że warto było :) Czasem takie “inwestycje” są przyszłościowe :) No i mam większe pole manewrowo-popisowe teraz :) O to właśnie mi głównie chodziło.

Zostaw komentarz