May

8

Jest taki dzień…

Urodziny to bardzo przyjemny dzień w roku. Zwłaszcza kiedy można go spędzić tak, jak się ma akurat ochotę :) Moje w tym roku pierwszy raz od dłuższego czasu nie były w pracy.

Na początek był ciąg dalszy nagrania. Znajoma jako pracę dyplomową robi reportaż na temat naszego wyjazdu do Ameryki Południowej. Ma być około 15 minut… a ze mną ze trzy godziny nagrania ma, plus to co z Krakowa przywiezie. Oj, powodzenia jej życzę w montażu :) Pewnie powybiera same smaczki typu sok z żaby :)

Po nagraniu poszłyśmy z Edytą do kina, potem na zakupy, naleśniki do Zadory :D W planach był jeszcze koncert inaugurujący Dni Kultury Studenckiej na Placu Zamkowym. Ale było tradycyjnie: jak wielka gwiazda w Lublinie gra – pada deszcz. Uciekając przed deszczem wylądowaliśmy z Edytą i Pszczółkiem w jednej z sieni na Starym Mieście… Nie ma to jak nocne Polaków rozmowy wspomagane piwem… aura zmuszająca do siedzenia bardzo blisko siebie, żeby nie marznąć… przytłumione światło dochodzące z Grodzkiej… przyciszone głosy gwarnego życia tuż za zabytkową bramą… zapach historii tej renesansowej sieni… cienie rzucane przez filar… odgłosy kotów… dywanik na schodku, dzięki któremu nie było aż tak zimno tam siedzieć… no i podejmowane tematy… bezcenne!

Te urodziny były całkiem ciekawe :) I Pszczółek się nas nie wystraszył ;)

Pokrewne tematy


Komentarze (4) do “Jest taki dzień…”

  1. Edyta:

    BEZCENNE CHWILE… ;) ))

  2. Pani F:

    Wszystkiego naj!!!!!! choć spóźnione:( mam nadzieję, ze cały dzionek był udany! buziaki

  3. gerard:

    spóźnione życzenia – wszystkiego najlepszego!
    romantyczny nieco ten dzień się okazał…

  4. EliS:

    Dzięki Wam dzięki! :)

    Następne spotkanie w tym składzie też ciekawe było – zwłaszcza powrót z koncertu Strachów :)

Zostaw komentarz