May

20

Lubelski klikon

klikon - krzykacz miejskiMam wrażenie, że jakaś moda się na niego zrobiła. Co jakiś czas o nim w telewizji powiedzą, w gazecie napiszą. A ja dodatkowo prywatnie jeszcze na niego czasem wpadam. Nie zapomnę jak kiedyś na nas naskoczył, gdy mu zdjęcie robiliśmy (to po prawej). Wydał mi się wtedy strasznym i zadufanym w sobie dziwakiem. A tymczasem okazuje się, że wystarczy zapytać, poprosić i bez problemu daje sobie zdjęcie zrobić :) i bardzo chętny do rozmowy jest.

Wczoraj wpadliśmy na niego z grupą przy Ratuszu. Akurat był w stroju cywilnym. Poopowiadał dzieciom trochę o zawodzie klikona, pokrzyczeli razem. Dziś z kolei trafiliśmy na niego przy Trybunale. Tym razem był w stroju historycznym i… nagrywał wywiad dla “Dzień dobry TVN”. Zawołali nas do siebie. Znów poopowiadał o zawodzie klikona, pokrzyczał z dziećmi. A krzyczenie to niedługo będzie można zobaczyć w TVN :)

Miałam też okazję z nim trochę porozmawiać. Zgodził się wzięć udział w pewnym projekcie, który zaczynamy realizować. Dostałam jego telefon i adres, żeby móc dograć szczegóły i terminy. Fajnie zaczyna się to kręcić :) Ale wracając do klikona…

Nazwa pochodzi z języka greckiego i oznacza “krzykacz”. Był to zawód średniowieczny, a jego rola polegała na obwieszczaniu mieszkańcom grodu ważnych informacji. Były to uchwały Rady Miasta, obwieszczenia o zbiórce podatku, ale też lokalne ploteczki, czyli informacje, kto do miasta przyjechał, kto umarł lub kogo zabito, jaki skandal się wydarzył. Klikonem nie mógł zostać byle kto. Po pierwsze taka osoba musiała mieć donośny głos, wskazane było, żeby umiała grać na jakimś instrumencie (i w ten sposób informować, że zaraz przemówi) oraz nie mogła być analfabetą (uchwały Rady Miasta dostawał klikon już napisane). Tak to mniej więcej w średniowieczu wyglądało.

A obecnie? Prawie dwadzieścia lat temu natchnął się na informację, że w Lublinie w średniowieczu był klikon… i zaczął krzyczeć. Na początku samozwańczo. Informując mieszkańców o jego zdaniem ważnych wydarzeniach, często wystawiając się na pośmiewisko, zawsze budząc ogromne zdziwienie. W końcu jednak został dostrzeżony i doceniony. Znalazły się fundusze na zatrudnienie go. Od tego czasu w Lublinie jest jedyny w Polsce oficjalny krzykacz miejski.

A dlaczego wspomniałam, że zrobił się ostatnio modny? Po prawie dwudziesty latach postanowił odejść i szuka swojego następcy. Stąd te reportaże o nim :) Już nawet data konkursu na klikona została ogłoszona. Szkoda, że w Polsce mnie wtedy nie będzie, bo bym wzięła udział :D Za to będę z moją grupą 4. czerwca w “Dzień dobry TVN” ;)

Pokrewne tematy


1 komentarz do “Lubelski klikon”

  1. Michał:

    Ja pierwszy raz o klikonie Władysławie Stefanie Grzybie dowiedziałem się z…telewizji ogólnopolskiej :) Mieszkałem już wtedy w Śródmieściu, ale trafić na moment kiedy krzyczy nie miałem szczęścia.

    Około roku 1997 w programie MdM w TVP wystąpił jako gość. Coś tam zaczął wykrzykiwać w studiu, potem poleciały jakieś migawki z lubelskiego deptaku i dopiero tą drogą dowiedziałem się że ktoś taki niezwykły w tym mieście jest :) Wtedy to stał się on modny po raz pierwszy. Po tym czasie wiele razy się na niego natknąłem.

Zostaw komentarz