Czy w ogóle da się to zrobić? Podsumować taki rok? Najbardziej niezwykły i najbogatszy w wydarzenia rok w moim życiu. I w te pozytywne i w te bojące straszliwie…
Za kilka dni minie rok od naszego wylotu do Ameryki Południowej. Czasem jak o wyprawie myślę, to mam wrażenie, ze tak na prawdę jej nie było. Że wyśniłam sobie te wydarzenia, te obrazy, które z różną częstotliwością i siłą wracają w moich wspomnieniach. Czasem te same, czasem wydawałoby się zupełnie zapomniane… Dwa miesiące w Ameryce Południowej: Wenezuela, Brazylia, Peru, Ekwador i Boliwia (A. by dopowiedział tutaj, że jeszcze jedno miasteczko w Kolumbii). W sumie 12 pieczątek w paszporcie… Miało być ich znacznie więcej. Jednak w La Paz zostaliśmy porwani…
W ten sposób planowane 3 miesiące skróciły się do dwóch i na Boże Narodzenie wróciliśmy do Polski. Towarzyszyło temu wiele skrajnych emocji.
Zaczęły się pokazy slajdów z wyprawy, wywiady… No i konkurs na Blog Roku Konkurs zapełnił nam życie do końca lutego, pokazy slajdów trwały dłużej… Ale nie ukrywajmy, już wtedy spotykaliśmy się tylko przy okazji czegoś. Miałam wrażenie, że robi wszystko, żeby tylko nie mieć czasu wolnego, żeby tylko coś robić… Nigdy o tym nie porozmawialiśmy, ale tłumaczyłam to sobie tym, iż chce zapomnieć o wydarzeniach z Boliwii. Dlatego rzuca się w wir zajęć. Pojechał ze znajomymi do Florencji, organizował zlot… Przykrość mi sprawił nie idąc ze mną na ślub i wesele mojej przyjaciółki i gdy poinformował mnie, że w sierpniu na półtora miesiąca wyjeżdża do Azji. Nic nie mówiłam, wierząc, że faktycznie jest tak silny jak zapewniał i że sobie sam poradzi…
Potem pojawiła się możliwość wyjechania z “R jak Tęcza” do Rumunii. W czwartek wieczorem miałam dać odpowiedź co do sobotniego wyjazdu. Szczęśliwie się zgodziłam Tak zaczął się maj…
Nie pamiętał o moich urodzinach ani imieninach. Jeszcze w imieniny dzwoniłam do niego, żeby się pożegnać przed wyjazdem do Włoch. Wielkie zdziwienie, że gdzieś jadę. Może i mówiłam, ale chyba mu wyleciało…
W czerwcu też do mnie nie przyjechał. Dopiero w lipcu czas znalazł… Wtedy pogrążyłam się w rozpaczy… No i zaczęłam bloga pisać, żeby się wyładować… Pierwsze wyjazdy po tym wydarzeniu były ciężkie. W wolnych chwilach płakałam, nie potrafiłam oczarować grupy…
Dużo mi wtedy Marcin pomógł i Tomek z Bukaresztu. Edyta mnie tak wkurzała, że Ją na GG zablokowałam dla świętego spokoju… Próbowałam się dowartościowywać, a przy okazji “mścić”… W sumie to dalej to robię…
Zrezygnowałam z wyjazdu do Szwajcarii, żeby skończyć sprawy z magisterką. Nie udało się… Żeby odpocząć pojechałam na Ukrainę. Więcej mi ten wyjazd pomógł niż psychotropy, które kilka tygodni wcześniej psychiatra mi przepisał…
No i od września zaczęły się wycieczki szkolne po Lublinie. Przynajmniej dzięki nim nie siedzę jak jakiś dzikus w domu tylko czasem wyjadę do ludzi
Teraz przyszła pora na następny etap mojego życia… Już wiem gdzie i jak. Teraz tylko pozostaje mi w miarę tani bilet lotniczy namierzyć. A jak nie to na stopa pojadę W każdym razie gdzieś w połowie listopada. Jak tylko moja Kasia dziecko urodzi…
Mój rok pewnie nie był tak bogaty, ale również interesujący… Od wielu lat nie doznałem tylu “ups and downs”. No i w tym roku poznałem osobiście Ciebie, co było niewątpliwym “up”. Mam nadzieję, że bogactwo tego roku jeszcze się dla Ciebie nie wyczerpało.
Nie dopuszczę do tego, żeby sie wyczerpało – nie pozwolę Wam się nudzić a tak na serio, to tak mnie czasem nosi, że sama prowokuję pewne wydarzenia. Z resztą sam ich doświadczyłeś… Mam tylko nadzieję, że to “up” zbyt bolesnym upadkiem się nie skończy…
Na moje oko to na podsumowanie roku jeszcze za wcześnie:) Aby ujawnić rzeczy najcudowniejsze (lub najgorsze – odpukać) rok 2008 ma jeszcze przeszło 2 miesiące – to naprawdę dużo czasu:) W każdym razie widzę, że nie marnujesz ani minuty. Oby tak dalej!
Pozdrawiam
Kajsik, to nie było podsumowanie roku 2008, tylko podsumowanie roku Zwykłe podsumowanie roku można robić w każdej dowolnej chwili, niezależnie od pory roku czy miesiąca. Ważne jedynie, aby owo podsumowanie obejmowało 12 miesięcy. Ten warunek zachowałam. Jakbym za dwa miesiące takie podsumowanie zrobiła, to nie mogłabym zawrzeć w nim wyjazdu do Ameryki Południowej – a ten istotną rolę odegrał w moim obecnym stanie ducha. No więc to idealny moment na podsumowanie roku. Poza tym za miesiąc już mnie w Polsce nie będzie, więc tym bardziej…
Pozdrawiam!!
20 Oct 2008 o 17:24
Nie złe podsumowanie…
20 Oct 2008 o 17:25
Mój rok pewnie nie był tak bogaty, ale również interesujący… Od wielu lat nie doznałem tylu “ups and downs”. No i w tym roku poznałem osobiście Ciebie, co było niewątpliwym “up”.
Mam nadzieję, że bogactwo tego roku jeszcze się dla Ciebie nie wyczerpało.
21 Oct 2008 o 17:25
Nie dopuszczę do tego, żeby sie wyczerpało – nie pozwolę Wam się nudzić
a tak na serio, to tak mnie czasem nosi, że sama prowokuję pewne wydarzenia. Z resztą sam ich doświadczyłeś… Mam tylko nadzieję, że to “up” zbyt bolesnym upadkiem się nie skończy…
21 Oct 2008 o 17:26
Trzeba wspiąć się wysoko, żeby upaść boleśnie, a ja już dawno nie wspiąłem się wysoko.
21 Oct 2008 o 17:26
Na moje oko to na podsumowanie roku jeszcze za wcześnie:) Aby ujawnić rzeczy najcudowniejsze (lub najgorsze – odpukać) rok 2008 ma jeszcze przeszło 2 miesiące – to naprawdę dużo czasu:) W każdym razie widzę, że nie marnujesz ani minuty. Oby tak dalej!
Pozdrawiam
21 Oct 2008 o 17:27
Kajsik, to nie było podsumowanie roku 2008, tylko podsumowanie roku
Zwykłe podsumowanie roku można robić w każdej dowolnej chwili, niezależnie od pory roku czy miesiąca. Ważne jedynie, aby owo podsumowanie obejmowało 12 miesięcy. Ten warunek zachowałam. Jakbym za dwa miesiące takie podsumowanie zrobiła, to nie mogłabym zawrzeć w nim wyjazdu do Ameryki Południowej – a ten istotną rolę odegrał w moim obecnym stanie ducha. No więc to idealny moment na podsumowanie roku. Poza tym za miesiąc już mnie w Polsce nie będzie, więc tym bardziej… 
Pozdrawiam!!
21 Oct 2008 o 17:28
No ok. W takim wypadku Twoje podsumowanie ROKU jest jak najbardziej właściwe.
Pozdrawiam także