November

1

Pośmiertne refleksje

Mniej więcej od czterech lat w kościołach bywam jedynie ze względów turystycznych. No ewentualnie w jakimś ślubie czy weselu uczestnicząc. I tak sobie myślę, że częściej bywam w cerkwiach ostatnio niż w rzymsko-katolickich świątyniach. Ale to akurat dzięki wyjazdom do Rumunii.

Dziś jednak we mszy uczestniczyłam. Pomyślałam, że na cmentarz nawet nie wierząc w Boga można pójść, bo nie idę tu dla niego, tylko wspomnieć tych znanych i nieznanych… Rok temu nie byłam, bo w tym czasie rozwieszałam już swój hamak na pokładzie statku przed rejsem Amazonką. Przez cały rok potem na cmentarzu nie byłam. Więc poszłam.

Słuchałam słów księdza.

Najprzyjemniejsze było kazanie, podczas którego ksiądz powiedział dlaczego dzisiaj kazania nie będzie. Ujął mnie tym niezmiernie. Faktycznie zajęło mu to trochę krócej niż tradycyjne kazanie. No ale wyjaśnienie dlaczego kazania nie będzie też zabiera odrobinę czasu. Ale kazania nie było…

Pod koniec mszy za to przypomniał o możliwości uzyskania odpustu zupełnego dla siebie lub bliskich zmarłych. Wystarczy w łasce uświęcającej przystąpić do komunii i pomodlić się w intencjach papieskich. Wtedy uzyskamy ów odpust lub zmarli, w których intencji o owy odpust prosimy. I w tym momencie stwierdziłam, że jednak jest dla mnie szansa… Załóżmy, że Bóg faktycznie istnieje. Tak żyjąc, jak żyję obecnie zapracowuję sobie na miejscu w czeluściach piekielnych. I to wcale nie w rozżarzonym kotle tylko w jakiejś zamrażalce – ale to inna kwestia… I niech nikt sobie nie myśli, że złym człowiekiem jestem, wprost przeciwnie. Po prostu nie ma tego podstawowego pierwiastka, jakim wiara w Boga jest – a tak to nawet w zgodzie z przykazaniami żyję. Ale do rzeczy. Nawet jeśli w tej piekielnej zamrażalce przygotowana dla mnie najwyższa półka będzie, to ktoś z moich bliskich może wyciąć taki numer, że wyprosi o ten odpust zupełny dla mnie. I co wtedy?? Czy ten odpust zupełny dla kogoś zmarłego oznacza, że nawet ktoś dopuszczający się największego zła etycznego może dostać się do nieba? Hmmm… Wcale mi się ta wizja nie podoba…

Zaintrygowała mnie jeszcze jedna rzecz. Pod koniec mszy ksiądz stwierdził, że pomodlimy sie teraz “o dobre miejsca w niebie dla naszych bliskich”. Hola! Czy to oznacza, że w niebie są miejsca lepsze i gorsze? Loża dla VIPów, galeryjka na balkonie czy miejsca na korytarzu? A może o odległość od Boga chodzi? Jak to, skoro na ziemi jest on wszędzie, to w niebie tym bardziej wszędzie być powinien. A więc nie powinno być miejsc lepszych i gorszych, a wszystkie równe.

Myślę teraz o symbolicznych przedstawieniach nieba na różnych obrazach. Faktycznie centralne miejsce zajmuje Bóg, wokół niego siedzą ewangeliści, apostołowie, święci. A cała reszta dopiero wokół nich. Ale to jest tylko symbolicznie przedstawienie sytuacji. Nie ma przecież miejsc numerowanych, ani miejscówek z przodu lub z tyłu Jezusa… Więc czemu się modlić “o dobre miejsca w niebie”??

Heh. Przypomniałam sobie dzisiaj, dlaczego odeszłam od kościoła. To jest dobre dla kogoś, kto bezrefleksyjnie chłonie te wszystkie słowa i nie potrafi krytycznie przeanalizować ich znaczeń.

Wesołych Świąt!

Pokrewne tematy

  • No Related Post

Komentarze (20) do “Pośmiertne refleksje”

  1. Paula:

    Ja sobie myślę tak: Kościół to jest jedynie pośrednik i trzeba do pewnych słów podchodzić z dystansem, bo księża to tylko ludzie. Inaczej albo odejdziemy zupełnie od Boga, albo przemienimy się w zgorzkniałych pseudo-katolików…… Pozdrawiam cieplutko

  2. EliS:

    Niom. I po części dlatego odeszłam… No ale główną przyczyną było uświadomienie sobie braku wiary. Nie potrafię trwać przy czymś nie wierząc w słuszność i prawdziwość tego.
    I nie ukrywam – czuję się teraz znacznie szczęśliwsze. Nie mam tych ciągłych wyrzutów sumienia :)

  3. Paula:

    szkoda, że instytucja zniechęciła Cię do wiary. Ja myślę, że to jednak ważne wierzyć. Czasem to dodaje sił. Zwłaszcza, gdy jest ciężko…..

  4. EliS:

    Chyba źle mnie zrozumiałaś. Nie można zniechęcić lub nie do wiary. Ją się po prostu ma lub nie, niezależnie od tego jakie instytucje ją reprezentują. Ja stwierdziłam, że wolę być niepraktykującym niewierzącym niż praktykującym niewierzącym, że wolę być zimna niż letnia, w czasie kiedy gorąca być nie mogę i nie potrafię. Zaczęłam przekładać wiedzę ponad wiarę…
    Może faktycznie łatwiej, bo w trudnych momentach, poszukując odpowiedzi na pytanie “dlaczego?”, można sobie odpowiedzieć, “bo Bóg tak chce, bo to chwila próby, bo takie jest przeznaczenie” i przestaje się zadawać kolejnych pytań. Znacznie trudniej znaleźć racjonalne odpowiedzi. A jednak ja takich wolę szukać.

  5. Paula:

    …..Z tym zniechęceniem to masz rację.
    Co do pytań. Ja uważam, że wiara nie wyklucza zadawania pytań. Uważam, że Bóg nas stworzył, a reszta jest w naszych rękach i to my mamy dokonywać wyborów i stawiać sobie te wszystkie pytania i starać się na nie odpowiedzieć. Nie wolno iść na łatwiznę i powiedzieć sobie “mam problem, aha ok. Bóg tak chciał, to ja już nie będę główkować o co chodzi” Trzeba szukać, bo w tym również jest niezwykłość życia:) Mam nadzieję, że jakoś w miarę logicznie się wyraziłam, ostatnio o to u mnie ciężko……

  6. EliS:

    Tylko ja w tym szukaniu pytań i odpowiedzi trochę za daleko poszłam. Zaskakuje każdego, że to przez studia na katolickiej uczelni zmieniłam światopogląd… A tak nam wmawiali, że filozofię na KULu elita intelektualna kraju studiuje… No to wmówili mi :) i ziarno zwątpienia zasiali, które już całkiem ładnie wykiełkowało.

  7. Paula:

    No to bardzo ładnie, ja tutaj z elitą mam do czynienia:))))) Ależ im się udało z toba:) Ale może nie chodzi im o wiarę waszą, ale o przemyślenia?????

  8. Kajsik:

    Rzeczywiście z tym dobrym miejscem w niebie zabrzmiało dziwnie:) Hierarchia w Kościele istniała jednak już od średniowiecza. Należy brać na te sprawy poprawkę. Ludzie byli wtedy niepiśmienni i wiele rzeczy trzeba im było przedstawiać obrazowo. Niebiańska hierarchia miała obrazować życie na ziemi – zależności feudalne. To, że taki podział istnieje do dziś to błąd Kościoła, który tym samym stał się skostniały i nie podąża duchem czasu. To jest moim zdaniem prawdziwa przyczyna odchodzenia od niego. Dzisiejsi ludzie szukają odpowiedzi na współczesne problemy a Kościół pozostał średniowieczny. Dlatego dobrze jest mieć dystans i nie brać wszystkiego dosłownie. Polecam pozycję “Rozmowy o Biblii” A. Świderkówny. Dobrze pewne rzeczy wyjaśnia.
    Pozdrawiam

  9. EliS:

    Z tym akurat, że kościół się w średniowieczu zatrzymał nie zgodzę się z Tobą. Powiedziałabym, że to raczej epoka Siłaczek i doktorów Judymów zagościła w mentalności władz kościoła i jego wyznawców – szczęście swoje poświęć dla dobra innych.

  10. Kajsik:

    Kiedyś chodziłem do Kościoła nawet często i nigdy nie usłyszałem żeby namawiano mnie do wyrzeczenia się szczęścia. Wyczytałem to dopiero później z różnych publikacji :) Nie zgadzam się jednak z nimi. Można się realizować w zgodzie z innymi i wcale nie trzeba przez to przekreślać ani siebie ani ideałów. Jeśli Bóg istnieje, to chce by każdy sławił go na swój sposób (polecam Rydwany Ognia;). Jeśli nakaz wyrzeczenia usłyszałaś od jakiegoś księdza to musiał to być jakiś Hard Core dewot :) Znów doradzam dystans od słów kaznodziejów.

  11. Shawman:

    Wielokrotnie słyszałem w kazaniach, że Kościół jest przeciwny hedonizmowi i to można zrozumieć jako nakaz wyrzeczenia się szczęścia. Przy czym księża wielokrotnie przypisują hedonizmowi jakieś cechy zgoła do tego nurtu filozoficznego (ideologii? światopoglądu?) nie pasujące. Przypuszczam, że dla mojego proboszcza hedonistą jest też człowiek czerpiący przyjemność z demolowania innym samochodów, a z tym chyba starożytni Grecy by się nie zgodzili. :)

    Kościół rzymskokatolicki w ogóle jest smutny i sprawia wrażenie, jakby jego głównym celem było skłonienie wiernych do umartwiania się. To źle, bo przecież jego przesłanie jest radosne – po śmierci jest życie. Trudno wyobrazić sobie coś bardziej radosnego, prawda? :)

  12. EliS:

    Świetnie to Shawman ująłeś :) Właśnie nie o dosłowny nakaz obleczenia się w wór pokutny mi chodziło, tylko raczej o te subtelne zakazy. A może po prostu za dużo od siebie wymagałam? Bo w sumie nawet z przejścia na czerwonym świetle się spowiadałam, przepisania od kogoś pracy domowej, czy przeklęcia sobie w duchu. I te drobne rzeczy powodowały pojawienie się wyrzutów sumienia, a te z kolei skutecznie uniemożliwiały mi odczuwanie jakiegokolwiek szczęścia – bo jestem zła i okropna!
    Teraz nie przejmując się tymi drobiazgami, które uważam wcale nie sprawiają, że zła się staję, mogę cieszyć się różnymi drobiazgami – tym, że spiję się którego wieczora butelką wina, poprzeklinam na głos na irytujące mnie czasem sytuacje, czy nawet pocałuję się z kolegą… A kiedyś od razu bym leciała do konfesjonału i powtarzała “żałuję”, mimo że pewnie za bardzo bym nie żałowała ;)

    PS. Hedonizm, jak wszystkie inne “-izmy” to pogląd. :)

  13. Shawman:

    Picie wina czy całowanie się z kolegą to IMHO czyste przyjemności, pełne piękna, zwłaszcza ta druga. :) I jako takie nie mogą być złe, ja w to nie wierzę. Może to właśnie świadczy o moim hedonizmie… Ale z drugiej strony – z Biblii też wolę Pieśń nad Pieśniami, niż Księgę Powtórzonego Prawa. ;)

  14. Gerard:

    witaj
    dużo pytań zadałaś, ale na nie nie odpowiem bo nie wiem i tyle…
    w tym przypadku myślę podobnie
    ja miałem pewien ateistyczny okres w swoim bardzo dziwnym życiu, ale to już zamknięta sprawa, a po nim doszedłem do wniosku, że jednak Bóg istnieje i w Boga wierzę i tyle, myślę, że to jest w tym wszystkim najważniejsze, nie jakiś ksiądz, nie regułki i nie obrzędy
    gerard

  15. EliS:

    Nie uważam się za ateistę, raczej za agnostyka…

    Mam nadzieję, że wiara daje Ci spokój ducha.

  16. Shawman:

    Słusznie, gerard. Może to pycha z mojej strony, ale uważam, że regułki i księżowskie kazania nie są mi potrzebne. Wierzę, że Bóg jest i mam nieśmiałą nadzieję, że wobec tych wszystkich mordów, gwałtów i tortur, z którymi mamy do czynienia na świecie, moje przewinienia są niewielkie i do wybaczenia. Fakt – Kościół katolicki potępia też relatywizm, więc może się mylę. :P

  17. EliS:

    “wobec tych wszystkich mordów, gwałtów i tortur, z którymi mamy do czynienia na świecie, moje przewinienia są niewielkie i do wybaczenia.” – a słyszałeś o czymś takim jak grzechy przeciwko Duchowi Świętemu? Takie myślenie to jest właśnie jeden z tych grzechów… :P

  18. Shawman:

    Normy tworzone przez ludzi (a do takich należą kategoryzacje grzechów) mogą być ułomne.

    Liczę na to, że jestem wystarczająco dojrzały, by zło dostrzec i ocenić jego wagę. ;)

  19. Gerard:

    nie wiem czy potępia, na moje to “a niech se tam potępia”

  20. Edyta:

    WESOŁYCH ŚWIĄT! ;)

Zostaw komentarz