armia terakotowa

Nie każdemu dane będzie w jego życiu do Chin pojechać. Więc kiedy Chiny “przyjeżdżają” do nas, uważam, że trzeba z okazji skorzystać i zobaczyć. A zobaczyć można replikę wpisanej na listę UNESCO, uważanej za ósmy cud świata Armii Terakotowej pierwszego cesarza Chin dynastii Qin (Qin Shi Huang). Wystawa z tego co zdążyłam się zorientować od 2007 roku jeździ po naszym kraju. Teraz zajechała na Lubelszczyznę, konkretnie do Chełma i do 15.marca można ją podziwiać w Regionalnym Muzeum. Postanowiłam skorzystać z okazji – w końcu w Chełmie jakoś być mi się nie zdarzyło do tej pory. No a przy okazji mogłam też osławione Podziemia Kredowe zwiedzić i może mieszkającego z nich Ducha Bielucha…

Pierwsze moje kroki skierowałam do kościoła Rozesłania św. Apostołów. Jakież było moje zdumienie jak zobaczyłam freski zdobiące jego ściany. Prawie identyczne jak te zdobiące Archikatedrę w Lublinie. Potem się okazało, że ich autorem również jest Józef Majer. Piękne.

Dochodziła 11 i pierwsze wejście dla turystów indywidualnych do Podziemi. No więc idziemy i co słyszymy na wstępie? “Tylko nie mówicie, że chcecie Podziemia zwiedzać!!” Buahaha! No to popsułyśmy pani spokojny dzień bez turystów – i to z samego poniedziałku! Na szczęście mimo braku przewodników na miejscu znalazł się ktoś, kto nas po tych kredowych korytarzach oprowadził. Okazało się, ze w sezonie Adam gra w jednej z komór na gitarze. Fajny pomysł na urozmaicenie zwiedzania :) Obiecałyśmy, że koło kwietnia wrócimy, żeby go posłuchać :) Poza tym powiedział, gdzie w Chełmie najlepiej na obiad iść, więc problem z poszukiwaniami knajpy też się rozwiązał.

Ducha Bielucha niestety nie spotkałyśmy. Pewnie wyjechał sobie do ciepłych krajów i wróci do Podziemi dopiero w sezonie – kolejny powód, żebyśmy i my tam wróciły :)

Następny punk programy – Armia Terakotowa. Jak już wspomniałam są to repliki glinianych rzeźb, które pochodzą mniej więcej z lat 250-210 p.n.e., a odkryte zostały w latach ’70 dwudziestego wieku. Armia była elementem “wyposażenia” olbrzymiego grobowca pierwszego cesarza Chin. Prawdopodobnie miała mu służyć po śmierci, tak jak za życia służyli mu prawdziwi wojownicy, dzięki którym zjednoczył Cesarstwo Chińskie. Spośród tysięcy figur, które składają się na Armię Terakotową nie ma dwóch o podobnej twarzy, wszystkie są inne i zachwycają szczegółami i detalami. Podejrzewa się, że robotnikom tworzącym te posągi pozowali prawdziwi wojownicy cesarza.

Zwiedzanie wystawy zaczyna się od 20 minutowego filmiku informacyjnego o Armii. Bardzo ciekawy ina prawdę przybliżający wiedzę na jej temat. Sama wystawa nie ma zbyt wielu eksponatów. Ale z drugiej strony istotę figur oddaje. Jakby było ich więcej, to by się tylko dublowały. Świetnym pomysłem jest za to możliwość ubrania się w coś na kształt kimono. Dzięki temu można sobie porobić zdjęcia w towarzystwie “prawdziwych” chińskich wojowników :D

Potem pochodziłyśmy jeszcze po Chełmie: cerkiew, bazylika, cmentarz wojenny, sesja zdjęciowa przy studni miejskiej :) no i polecana przez Adama Pizzeria Kozacka. Zastanawiało mnie, czy Kozacy jadali pizzę… Ale stwierdziłam, że szczegółów czepiać się już nie będę ;) Pizza faktycznie bardzo smaczna. A dzień spędzony bardzo przyjemnie :)

Pokrewne tematy


Komentarze (4) do “Chińska armia terakotowa, czyli na tropie Ducha Bielucha”

  1. Gosia:

    mój mąż marzy o Chinach, obiecał mi je nawet na wrzesień. :-) Trzymam go za słowo, nisamowity kraj, ta kultura, architektura…
    pozdrawiam

  2. EliS:

    Na pewno niesamowite byłoby zobaczyć to na żywo. I wszystkie inne elementy ich kultury. Może kiedyś się uda :)

  3. Gosia:

    mam taką nadzieję :-)

  4. Gerard:

    świetne zdjęcie

Zostaw komentarz