Właściwie to powinnam ten post nazwać “Etyczne aspekty relacjonowania podróży”. Albo jakoś w ten sposób
Konkretnie mam na myśli prawdziwość takich przekazów. No bo nie ukrywajmy… Będąc gdzieś,czasem kilka tysięcy kilometrów od domu, ma się ogromną ochotę, żeby coś ubarwić czy zataić.
Pierwszy raz o taką prawdziwość opowieści z podróży zapytał nas ktoś podczas jednego z pokazów zdjęć z Ameryki Południowej. Odpowiedź była prosta – reporterska sumienność. Niczego nie dodajemy, niczego nie odejmujemy. Wiadomo – piszemy na bieżąco, pod impulsem chwili, więc wszystko odczuwamy “bardziej” niż odczuwalibyśmy przykładowo tydzień po zdarzeniu, które właśnie opisujemy. Dlatego niektórzy nas czytający mogą mieć odczucie, że przebarwiamy niektóre rzeczy. Ale przekaz jest dokładny i prawdziwy.
A jak bywało naprawdę?

20 Aug 2008 o 19:37
Nawet byliśmy na tym spotkaniu. Ktoś zapytał o ubarwianie dość okrężną drogą przez Cejrowskiego. Że on tak strasznie przekręca i zmyśla żeby było super i ciekawie i czy Wy też…
Miło się czytało relację.
Cejrowskiego miałam przyjemność przeczytać raptem kilka akapitów wyrwanych z szerszego kontekstu… Nie powiem… świetne! Ale wygląda na równie realne jak Przygody Tomka Sawyera
Życie i podróże piszą różne historie, ale nie oszukujmy się… nie da się z tego żywcem zrobić materiału na bestseller, trzeba coś dodać, mniej ciekawe momenty ominąć, itd.
Więc albo tekst, który ludzie pochłoną jednym tchem, z wypiekami na twarzy, mega niesamowita historia, egzotyka, cud-miód-i-orzeszki albo rzetelna relacja z dokładnym opisem ważnych mniej lub bardziej faktów.
Jedno ma wartość bardziej artystyczną, drugie dokumentalną. Wybór należy do autora, który będzie potem stosował odpowiedni marketing
21 Aug 2008 o 19:42
witaj!
niewątpliwie zależy to od osoby która to pisze, chciałbym powiedzieć – tak pisać o wszystkim tylko i wyłącznie prawdę, odbiorca to doceni o ile zrozumie prawdziwe przesłanie autora, z drugiej jednak strony może się okazać (wyłoniona prawda) zbyt kontrowersyjna czy aż nieodpowiednia dla publicznego oznajmiania i odbiorca może podejść do tego krytycznie… nie wiem sam nie wiem, jedno jest pewne, ubarwianie a zarazem pisanie bredni jest jak dla mnie nie do przyjęcia, pozdrawiam serdecznie
gerard
22 Aug 2008 o 19:43
Ja myślę, że trzeba pisać tak jak podróżujący czuje, jak się pisze pod kogoś to zazwyczaj zbyt sztuczne wychodzi. pozdrowionka cieplutkie
26 Aug 2008 o 19:44
JAKIE ZASADY?własne,nawet jak jedziesz za czyjąś kasę to sieć powoduje to,że prawda wyjdzie na jaw, o ile ktoś o niej opowie;).a jeśli nie opowiesz.to kto o tym się dowie?myślę,że trzeba mówić prawdę,i niech wylecisz na pysk,że sprzedałaś rzekomego Indianę Jonesa;),bo był rzekomy,a nie prawdziwy.uważam,że świat jest tak zły,bo tacy oszuści go kreują,a tacy jak my,ze strachu-nie wiadomo dlaczego-bo skoro taki staruch może,to my młodzi ,nie?to on nie ,a my tak!!on jest skonczony i jedzie na opinii,a my tę opinię zdobywamy.Zdobywaj swoją Elis-i pluj w gębę jak Gombrowicz,tym co się podszywają pod gębę;)Inie myśl że się mylisz..tylko zdobywasz nowe doświadczenia:)buziaki i więcej wiary:)
9 Sep 2008 o 19:47
A mi się wydaje, że drobna koloryzacja czasem nie zaszkodzi… Wprowadza element tajemnicy i niepewności. Czasem ubarwiać nie trzeba, bo podróż (tak jak Twoja do Ameryki) jest ciekawa i dramatyczna, ale czasem…
Jeżeli ktoś chce usłyszeć opowieść z podróży, zawiera swego rodzaju kontrakt: Ty ubarwisz moje życie swoją opowieścią, a ja Ci uwierzę… Nawet jeśli w Twoich przygodach pojawi się tajny agent i jego wystrzałowa dziewczyna, uciekający przed gradem kul wystrzeliwanych przez czarne charaktery.
9 Sep 2008 o 19:48
Z tym agentem to już przegiąłeś
Co innego porywacze w taksówce – o nich można zawsze opowiadać
A tak na serio… ciągle nie jestem przekonana do zbyt jaskrawego ubarwiania sytuacji… jednak odrobina kolorystyki nikomu nie zaszkodziła jeszcze – tylko jak znaleźć tę granicę i nie przesadzić??
10 Sep 2008 o 19:49
Granica – to ten agent właśnie…
A poważnie – nie wiem, gdzie jest granica… To ty jesteś podróżniczką, ja jestem skromnym urzędnikiem, który nigdzie w świecie nie był, niczego nie widział…