Wpadłam na weekend do stolycy – tak przynajmniej o tym mieście zawsze myślałam: Warszfka i stolyca… Może zdanie to do końca się nie zmieniło, ale odkąd bywać zaczęłam tu częściej (co prawda tylko czasami i przejazdem, ale jednak), powoli przekonuję się do tego miasta.

8 Sep 2008 o 19:07
Warszafka jest straszna, Warszawę – da się oswoić. To o czym piszesz to miasto, które zostało potwornie skrzywdzone przez historię i dopiero teraz zaczyna się z tej krzywdy otrząsać… Nie wiadomo jednak, czy kiedykolwiek odzyska ‘klimat’, czy tylko będzie ładnie wyglądać. Natomiast Warszafka – trąbiący, szalejący kierowcy, lansujący się po drogich klubach “warszawiacy” (zwykle tacy jak ja – o kilkumiesięcznym stażu) czy dumni ze swego udziału w wyścigu szczurów funkcjonariusze korporacji… To wszystko nadal istnieje i nadal jest straszne. I chyba zawsze będzie, a jeżeli ktoś będzie chciał od tego uciec, będzie musiał wrócić do spokojnego, uroczego, tchnącego specyficznym klimatem Lublina.
9 Sep 2008 o 19:07
Nie wiem dlaczego, ale nie lubię tego miasta. Kojarzy mi się z naszymi “gwiazdami” i TV, ten świat jest na żenującym poziomie. A no i jeszcze z wielkimi firmami i życiu w biegu, stresie…
9 Sep 2008 o 19:07
No właśnie do tej pory też mi się tak kojarzyło… ale tak jak napisałam, chyba zaczynam Warszawę sobie oswajać – bo zupełnie inaczej tym razem na nią patrzyłam. Miałam już jakieś wspomnienia, nawiązania, dzięki którym nie była już taka obca i nienaturalna.
9 Sep 2008 o 19:08
a bywałaś tam na dłużej? Bo wszystkie osoby, (mi znajome) które wyjechały tam na dłużej twierdzą, że jest super. To tez kwestia lubienia dużych miast-ja nie jestem ich fanką… no dobra jest takie jedno- uwielbiam Barcelonę
9 Sep 2008 o 19:09
Ja jestem (tam) na dłużej… Na codzień nie jest super, bo na codzień jest tylko praca… ale bywa super, jeżeli spędzi się w tym mieście trochę czasu na czymś innym, najlepiej w doborowym towarzystwie. Oczywiście Wawa nie umywa się do Lublina.
Ale nie będę odbierał EliS możliwości odpowiedzi.
11 Sep 2008 o 19:15
Fajnie, że doceniasz swoje miasto, a nie jak dużo ludzi. Wcześniej kochali dziś (mieszkają w Wawie) i już o swoim rodzinnym mieście wypowiadają się mało pochlebnie…
11 Sep 2008 o 19:16
Paula, gdybym nie musiał, nic by mnie z Lublina nie wyciągnęło. Lubię podróżować, nawet długo, ale prawdziwym domem zawsze był – i chyba pozostanie – Lublin. Warszawa to wyłącznie praca. No, prawie wyłącznie.
11 Sep 2008 o 19:18
Rozumiem
…a mój dom jest prawie wszędzie. Jestem jak kameleon, adaptuję się:) Z tym, że rodzina i przyjaciele zostają w mieście rodzinnym:( a w tajemnicy Ci powiem, że to miasto to łódka:)
11 Sep 2008 o 19:18
Fakt, na dłużej nie bywałam. Najdłuższe pobyty były weekendowe. Ale właśnie na tym polega różnica – kiedyś nawet w tak krótkim czasie mnie przerażała, a teraz tak straszna się nie wydała
Zresztą – po doświadczeniu Buku większość miast przytulna się wydaje
a ten nawet mi się podoba…
11 Sep 2008 o 19:19
A co takiego smutnego w Bukareszcie? Rozmawiałam z osobami, które tam mieszkają lub pojechały na erasmusa i wypowiadały sie bardzo pochlebnie:) O smutku nic nie wspominały…