September

8

Nie taka Warszafka straszna??

Wpadłam na weekend do stolycy – tak przynajmniej o tym mieście zawsze myślałam: Warszfka i stolyca… Może zdanie to do końca się nie zmieniło, ale odkąd bywać zaczęłam tu częściej (co prawda tylko czasami i przejazdem, ale jednak), powoli przekonuję się do tego miasta.

A czemu? Z jednego prostego powodu – wspomnień. Zaczynam rozpoznawać ulice, kojarzyć fakty, okoliczności. Pocztę czy kafejkę, w których z W. byłam, hotel, w którym spaliśmy z A. po rozdaniu nagród podczas konkursu Blog Roku (pierwsze zdjęcia nowym aparatem :/), gmach telewizji (eliminacje do Wielkiej Gry), hotel na Zachodnim i antenki dla Tęczy. Teraz jeszcze dochodzi do tych miejsc starówka…

Jednym słowem: oswajam sobie Warszawę.

Poza tym zmienił mi się sposób patrzenia na mijane miejsca, budynki. To wynika chyba z tego, że zaczęłam w ostatnim czasie sporo różnych miast widywać. Mam więc do czego porównywać. I stwierdzam, że w porównaniu z Bukaresztem, to Warszawa nawet spokojna jest :) Nie ma tylu samochodów chaotycznie parkowanych wszędzie, Pałacowi Kultury i Nauki do Parlamentu sporo brakuje… zresztą wszystkie budynki są mniejsze a przy tym nie tak obskurne. Bukareszt ładny jest tylko nocą, kiedy zaczyna być kolorowy – w Warszawie kolory pojawiają się również za dnia, np. w postaci kiczowatych pegazów przy Bibliotece Narodowej (sic!!). A między słupami nie wiszą kilometry przeróżnych kabli… Oj, te kable bardzo Bukareszt oszpecają…

Wracając do Warszawy. Coś co wydawało mi się jeszcze niedawno szarym i bezdusznym molochem, zaczęło przybierać inny kształt. Znacznie bardziej korzystny. Może uda mi się ją kiedyś polubić?

Pokrewne tematy


Komentarze (10) do “Nie taka Warszafka straszna??”

  1. Shawman:

    Warszafka jest straszna, Warszawę – da się oswoić. To o czym piszesz to miasto, które zostało potwornie skrzywdzone przez historię i dopiero teraz zaczyna się z tej krzywdy otrząsać… Nie wiadomo jednak, czy kiedykolwiek odzyska ‘klimat’, czy tylko będzie ładnie wyglądać. Natomiast Warszafka – trąbiący, szalejący kierowcy, lansujący się po drogich klubach “warszawiacy” (zwykle tacy jak ja – o kilkumiesięcznym stażu) czy dumni ze swego udziału w wyścigu szczurów funkcjonariusze korporacji… To wszystko nadal istnieje i nadal jest straszne. I chyba zawsze będzie, a jeżeli ktoś będzie chciał od tego uciec, będzie musiał wrócić do spokojnego, uroczego, tchnącego specyficznym klimatem Lublina.

  2. Paula:

    Nie wiem dlaczego, ale nie lubię tego miasta. Kojarzy mi się z naszymi “gwiazdami” i TV, ten świat jest na żenującym poziomie. A no i jeszcze z wielkimi firmami i życiu w biegu, stresie…

  3. EliS:

    No właśnie do tej pory też mi się tak kojarzyło… ale tak jak napisałam, chyba zaczynam Warszawę sobie oswajać – bo zupełnie inaczej tym razem na nią patrzyłam. Miałam już jakieś wspomnienia, nawiązania, dzięki którym nie była już taka obca i nienaturalna.

  4. Paula:

    a bywałaś tam na dłużej? Bo wszystkie osoby, (mi znajome) które wyjechały tam na dłużej twierdzą, że jest super. To tez kwestia lubienia dużych miast-ja nie jestem ich fanką… no dobra jest takie jedno- uwielbiam Barcelonę :)

  5. Shawman:

    Ja jestem (tam) na dłużej… Na codzień nie jest super, bo na codzień jest tylko praca… ale bywa super, jeżeli spędzi się w tym mieście trochę czasu na czymś innym, najlepiej w doborowym towarzystwie. Oczywiście Wawa nie umywa się do Lublina.

    Ale nie będę odbierał EliS możliwości odpowiedzi. :)

  6. Paula:

    Fajnie, że doceniasz swoje miasto, a nie jak dużo ludzi. Wcześniej kochali dziś (mieszkają w Wawie) i już o swoim rodzinnym mieście wypowiadają się mało pochlebnie…

  7. Shawman:

    Paula, gdybym nie musiał, nic by mnie z Lublina nie wyciągnęło. Lubię podróżować, nawet długo, ale prawdziwym domem zawsze był – i chyba pozostanie – Lublin. Warszawa to wyłącznie praca. No, prawie wyłącznie. ;)

  8. Paula:

    Rozumiem :) …a mój dom jest prawie wszędzie. Jestem jak kameleon, adaptuję się:) Z tym, że rodzina i przyjaciele zostają w mieście rodzinnym:( a w tajemnicy Ci powiem, że to miasto to łódka:)

  9. EliS:

    Fakt, na dłużej nie bywałam. Najdłuższe pobyty były weekendowe. Ale właśnie na tym polega różnica – kiedyś nawet w tak krótkim czasie mnie przerażała, a teraz tak straszna się nie wydała :) Zresztą – po doświadczeniu Buku większość miast przytulna się wydaje :) a ten nawet mi się podoba…

  10. Paula:

    A co takiego smutnego w Bukareszcie? Rozmawiałam z osobami, które tam mieszkają lub pojechały na erasmusa i wypowiadały sie bardzo pochlebnie:) O smutku nic nie wspominały…

Zostaw komentarz