Przy okazji ostatniego mojego wyjazdy do Włoch, zajechałam do San Marino. Ten rząd sklepików, który się tam znajduje był dla mnie totalnym zaskoczeniem. A jeszcze większym fakt, że wszyscy tam po polsku mówią. Nawołują, zachęcają, żeby to właśnie do nich zajść i coś kupić. Z tego co mi Antek powiedział (do którego ostatecznie zaszłam jakieś alkohole kupić), jest tam około 20 Polaków, a reszta tylko polskiego się nauczyła, żeby łatwiej ściągać klientów. Różne mogą być motywy nauki języków :)
Oprócz wspomnianego Antka i jego alkoholi jest jeszcze Renata, która handluje perfumami. Jest też chłopak, którego imienia nie znam, który sprzedaje wszystko prawie: biżuterię, pamiątki, podróbki perfum…

Ja dłużej zabawiłam u Antka. Skoro częstował, to dziwne by było nie skorzystać :) Spośród pyszności, które oferował szczególnie do gusty przypadło mi białe wino i likier kawowy. Kupiłam z postanowieniem, że wino wypijemy kiedyś z jakiejś szczególnej okazji… Kiedy ze mną zerwał, właśnie to wino wzięłam do Kaśki. Po pierwsze okazja szczególna, po drugie razem już chyba nie mielibyśmy możliwości do wypić…

I wino faktycznie pyszne było. Tylko, o losie ironiczny!, musujące się okazało. Jakoś w sklepiku Antka nie zwróciłam na to uwagi… A jakby tego mało, to tylko 6% miało… W taki sposób właśnie rozstanie szampanem opiłam…

Pokrewne tematy


Zostaw komentarz