February

9

Moja klasa

klasaSpotykamy przeróżnych ludzi w naszym życiu. Jedni szybciej nam przemijają, inni zostają na dłużej, z jednymi mamy bardzo wiele wspólnego, z innymi tylko jakieś przypadkowe rzeczy, z jeszcze innymi jedną rzecz tylko, ale za to bardzo ważną, przykładowo bycie obcokrajowcem w Santiago. Właśnie mija rok odkąd jestem na kursie hiszpańskiego. I nie będę ukrywać: bardzo mi ta szkoła pomogła. I nie mam na myśli tylko postępów językowych, ale też to, że w końcu wyszłam do ludzi, zaczęłam coś robić i co najważniejsze zaczęłam mieć moich własnych znajomych, a nie tylko tych Josechowych.

Przez ten rok przewinęło się nas sporo, ale część jest już tu na stałe, więc zanim poziom dla zaawansowanych skończymy z pewnością w klasie będą.

Czytaj dalej »

October

28

Życie w Galicji w Hiszpanii

Może trochę górnolotnie ten temat zabrzmi, zwłaszcza, że za dużego doświadczenia w życiu tutaj nie mam. Ale co tam :) Po prostu postanowiłam odpowiedzieć Beti na pytanie, jak tu się żyje.

Czytaj dalej »

October

14

Zima…

To chyba dobrze, że do Hiszpanii lecę. Zobaczcie co mam dziś za oknem…

September

28

Zmiany – przemiany – plany

przepascNo więc wspomnieć należy, że się obroniłam. Tak więc okres moich studiów mogę uznać oficjalnie za zakończony :) Dużą pomocą była oczywiście Edytka moja, która siłą prawie nie dopuściła, żebym stamtąd uciekła i jednak na obronę weszła. Dzięki Słonko :* Duży pokład pozytywnej energii otrzymałam też od MeTutKamaholików – dzięki Wam za to!

Sprawa kolejna to… SKACZĘ (patrz post poprzedni). Bilety do Hiszpanii już kupione. Wylot 21.października. Przepaść jest mniej więcej taka jak na zdjęciu. I nie wiem co będzie na dnie. I czy lądowanie bardzo zaboli, czy delikatne się okaże. Ale skaczę… Więc niedługo może się okazać, że posty, które teraz piszę w kategorii “Hiszpania” będą jako codzienność, a pojawi się nowa kategoria poświęcona przyjazdom do Polski.

A na koniec wierszyk od Nadziei dla Ani, w którym pojawiam się jako postać drugoplanowa :) Błędy ortograficzne oryginalnie odautorskie ;)

Czytaj dalej »

February

22

Czyżby niefart??

Ogólnie to jest dobrze…

Delikatnie i łagodnie wróciłam na studia. I co mnie ucieszyło odbyło się to w atmosferze wyrozumiałości, zrozumienia i niezadawania zbędnych pytań. W tym roku jestem jedynym magistrantem profesora i mam plan obronić tę pracę.

Weekendowe wyjazdy do Austrii. Zawsze parę złotych więcej, za dużo takie wahadła czasu nie zajmują. Byłoby fajnie gdyby nie… ale o tym za moment.

Jak Gerard się domyślił ciągnie mnie do Rumunii. Wstępny plan już jest, termin też. Przez Ukrainę na bukowinę mam zamiar dojechać, tam spotkać się z Tomkiem z Bukaresztu i zwiedzić malowane monastyry (na liście UNESCO). Tylko i tu jest pewne ale…

No właśnie, jak wspomiałam ogólnie nie ma powodów do narzekania, ale mam wrażenie, że jakiś niefart rozłożył nade mną swe “opiekuńcze” skrzydła.

Czytaj dalej »

February

5

Jak marynarz

marynarze

Zastanawiałam się ostatnio nad życiem marynarza. Przez pół roku tuła się gdzieś daleko poza domem, tęskniąc za rodziną i najbliższymi. A kiedy już wróci do domu, po kilku dniach euforycznej radości, że wreszcie jest, rodzina wraca do stałego rytmu życia. Rytmu, który przebiega bez owego marynarza, bo przez ten czas, gdy go nie ma nauczyli się żyć bez niego i nie potrafią go tak nagle włączyć w swoje życie. Marynarz staje się wyobcowany wśród tych, do których tak bardzo tęsknił… I zaczyna tęsknić za powrotem na morze…

Czytaj dalej »

January

8

Sekret Moherowych Beretów

Zawsze się zastanawiałam dlaczego kobiety chodzące w moherowych beretach, nigdy owych beretów nie zdejmują. Nawet jeśli przyjdzie jedna taka do drugiej w odwiedziny, kurtkę zdejmie (rozkurczy się), płaszcz zdejmie (rozpłaszczy się), kozaczki zdejmie, to i tak berecik na głowie pozostawi. To samo w kościele przykładowo – wszystkie w beretach. Albo w poczekalni u lekarza. Wiadomo, że ciepło. Więc wieszają te swoje wierzchnie okrycia na wieszakach, a berety zostawiają na głowach. Podejrzewam, że kiedy do przebadania w gabinecie dochodzi, na słowa “proszę się rozebrać”, kobieta taka zdejmuje wszystkie sweterki, bluzeczki, podkoszulki (bo ubranie na cebulkę to podstawa przecież), ale pozostaje w berecie.

Zawsze mnie zastanawiało dlaczego.

Wczoraj niespodziewanie odkryłam ten sekret. Właściwie to jedna z kobiet nosząca moherowy beret ów sekret zdradziła.

Czytaj dalej »

December

24

Bo Nadal

Bo Nadal to w gallego (czyt. gajego), po hiszpańsku to będzie Feliz Navidad, chociaż częściej używają Feliz Fiestas (mniej katolicko wtedy to brzmi).

No a po polsku to wiecie wszyscy :D

Wesołych Świąt Misie Pysie!!

PS. Ale dziwnie się pisze na polskiej klawiaturze. Będę musiała sobie znów przypomnieć jak się alt używa :) Wniosek: w Polsce od wczoraj :D :D :D Obiecane muszelki przywiozłam – czekają na odbiór ;)

November

5

Wściekła

Właśnie zauważyłam, że z galerii zdjęć na LosWiaheros zniknęła część zdjęć. Każde, które zostało wykasowane było ze mną… Dostęp do serwera ma tylko jedna osoba.

Zupełnie nie rozumiem motywu działania. Przecież byliśmy tam razem, stronę tworzyliśmy razem, przezywaliśmy te same wydarzenia. Czy w myśl powiedzenia “co z oczu, to z serca” chce zapomnieć o mojej obecności tam?

Na stronie były jedyne zdjęcia z Ameryki Południowej. Te, które wrzucaliśmy na bieżąco tam na miejscu. Do Polski nie dowieźliśmy żadnych zdjęć, gdyż wszystkie aparaty, powypalane płyty i inne nośniki zostały ukradzione. Pierwszy raz w Peru. Drugi raz w tej przeklętej taksówce w Boliwii. To są jedyne zdjęcia z wyprawy…

Powtórzę się, ale zupełnie nie rozumiem motywów działania.

Jestem WŚCIEKŁA!!

Te, które jeszcze zostały zapiszę na dysku… Może hasła nie zmienił.

October

29

Heh… proza życia…

Za dwa tygodnie o tej porze będę czekać na dworcu w Madrycie na pociąg/autobus (zależy na który dworzec uda mi się dotrzeć) do Santiago de Compostela. Ewentualnie kombinować jak i gdzie spędzić noc :)

I tutaj planowałam napisać post poświęcony czemuś takiemu jak metro. O tym, że przeglądałam schemat linii metra w Madrycie – 8 linii. A u nas prawie święto narodowe, że pierwszą ukończyli… Że najbardziej podobało mi się metro w Kopenhadze, że najgłębsze jakim jechałam było w Kijowie, najstraszniejsze w Caracas w Wenezueli, najprzyjemniejsze w Rzymie, a wspomnień żadnych nie mam związanych z metrem w Pradze… i że nie pamiętam gdzie pierwszy raz metrem jechałam… Tak chciałam napisać i to bardziej opowiedzieć, ale natchnienie gdzieś prysło…

Bo czym jest banalność metra w porównaniu z faktem, że:

Kasia córkę urodziła!!!

No właśnie.

Cóż mogę dodać? Chyba tylko tyle, ze kupiłam sobie walizkę… RÓŻOWĄ :P

October

19

Podsumowanie roku…

Czy w ogóle da się to zrobić? Podsumować taki rok? Najbardziej niezwykły i najbogatszy w wydarzenia rok w moim życiu. I w te pozytywne i w te bojące straszliwie…

Za kilka dni minie rok od naszego wylotu do Ameryki Południowej. Czasem jak o wyprawie myślę, to mam wrażenie, ze tak na prawdę jej nie było. Że wyśniłam sobie te wydarzenia, te obrazy, które z różną częstotliwością i siłą wracają w moich wspomnieniach. Czasem te same, czasem wydawałoby się zupełnie zapomniane… Dwa miesiące w Ameryce Południowej: Wenezuela, Brazylia, Peru, Ekwador i Boliwia (A. by dopowiedział tutaj, że jeszcze jedno miasteczko w Kolumbii). W sumie 12 pieczątek w paszporcie… Miało być ich znacznie więcej. Jednak w La Paz zostaliśmy porwani…
Czytaj dalej »

September

27

Kilka spraw

1. Biegałam, ganiałam, załatwiałam… i jednak się nie udało. Promotor stwierdził, że nie ma czasu mi pracy sprawdzić. Więc obronić się będę mogła dopiero w czerwcu po wcześniejszej reaktywacji na X semestr studiów. Grrr!!

2. Urząd Skarbowy wezwał mnie do rozliczenia się z dochodów za… 2005 rok. Dogrzebali się gdzieś, że w Danii wtedy dorabiałam. Heh. Na szczęście po rozliczeniu nie wyszedł mi podatek do dopłacenia. Ale i tak mnie zaniepokoili.

3. Zadzwoniłam do Agnieszki, żeby ją wypytać jak to u niej z tym wezwaniem było (pracowałyśmy tam obie). Przy okazji namówiła mnie na wyjazd na Krym – tylko miałam jeszcze kogoś skołować. Skołowałam. Po czym Agnieszka rozmyśliła się co do wyjazdu…

Czytaj dalej »